Po niemal ośmiu godzinach zakończyło się czwartkowe posiedzenie komisji weryfikacyjnej ds. reprywatyzacji. Na koniec ukarała ona dwiema grzywnami po 3 tys. zł prezydent Warszawy Hannę Gronkiewicz-Waltz za niestawienie się na rozprawach dotyczących dwóch nieruchomości.

Hanna Gronkiewicz-Waltz /PAP/Marcin Kmieciński /PAP
Aby odświeżyć stronę wciśnij F5 lub włącz automatyczne odświeżanie :

17:07


Za wnioskami o ukaranie Gronkiewicz-Waltz, zgłoszonymi przez przewodniczącego komisji Patryka Jakiego, zagłosowało pięciu członków komisji, przeciw był jeden, przy trzech głosach wstrzymujących. Głosowano dwa wnioski, ponieważ Hanna Gronkiewicz-Waltz została wezwana do złożenia zeznań w dwóch sprawach - dotyczących dwóch nieruchomości przy ulicy Twardej numer 8 i 10.

Komisja zakończyła postępowanie dowodowe w sprawach nieruchomości przy Twardej 8 i Twardej 10. Decyzja komisja w sprawach tych nieruchomości zostanie ogłoszona na następnej rozprawie. Strony mogą jeszcze złożyć swoje stanowiska w sprawie. 

17:05


Jest odpowiedź prezydent Warszawy na decyzję komisji.


16:59


Grzywna dla prezydent Warszawy za niestawienie się przed komisją weryfikacyjną. Hanna Gronkiewicz-Waltz ma zapłacić dwa razy po 3 tysiące złotych.

16:27


Artur Bobrowski, pełnomocnik Edith S., spadkobierczyni pominiętej w ustalaniu udziału w spadku ws. nieruchomości przy ul. Twardej zeznawał przed komisją weryfikacyjną ds. reprywatyzacji.

Trwa druga rozprawa komisji, która bada sprawy nieruchomości Twarda 8 i 10. W wyniku decyzji reprywatyzacyjnej stołecznego ratusza z 2014 r. na rzecz "handlarza roszczeń" Macieja M. musiało się stamtąd przenieść prestiżowe gimnazjum.

Bobrowski zeznał, że mieszkająca w Nowy Jorku Edith S. skontaktowała się z nim w 2009 r., ale w sprawie innej nieruchomości. Dodał, że w lipcu 2014 r. dostał maila, w którym osoba trzecia przesłała mu umowę, na której podstawie Maciej M. nabył udziały w spadku do Twardej od Marka Newtona, proponując za udział w tych prawach i roszczeniach Edith S. kwotę 45 tys. dolarów.

Dodał, że Edith S. zawarła umowę wstępną, ale do jej realizacji nie doszło, bo - jak tłumaczy Bobrowski - stroną umowy powinna być jeszcze wnuczka innego właściciela, która mieszka w Izraelu, a która cierpi na zaawansowaną chorobę i jest ubezwłasnowolniona.
Pytany przez przewodniczącego komisji Patryka Jakiego, czy Edith S. zależało na odzyskaniu nieruchomości przy Twardej, czy na środkach finansowych, Bobrowski odpowiedział, że pani S. "generalnie zależało by z tej nieruchomości uzyskać jakieś w miarę duże środki finansowe".

Bobrowski dodał, że on sam nie zajmował się szczegółowo sprawą Twardej. Dodał, że więcej wiedzy może mieć drugi adwokat S. Maciej Kosiorkiewicz


14:55

Po niemal sześciu godzinach, krótko przed  godz. 15.00 b. szef Biura Gospodarki Nieruchomościami w stołecznym ratuszu Marcin Bajko zakończył zeznania przed komisją weryfikacyjną ds. reprywatyzacji.

13:58

Zostałem zaskoczony zaproszeniem na posiedzenie Rady Warszawy, podczas której decydowano o przeniesieniu szkoły na Twardej, myślałem, że będziemy mieli więcej czasu na negocjacje - powiedział Bajko.

Zaznaczył, że według niego nie była to sprawa pierwszoplanowa. Uważałem, że nie jest to sprawa, która trzeba było załatwić z dnia na dzień, (...) Uważałem, że w drodze negocjacji, czy w drodze wydania "sprytnej decyzji", że ta szkoła będzie mogła jeszcze funkcjonować" - dodał.

Powiedział, że nie z jego inicjatywy trafiła ona na zespół koordynacyjny w ratuszu, który omawiał takie przypadki. "Sprawa Twardej była wywołana nie przez BGN, myśmy - można powiedzieć - byli tam doproszeni" - mówił komisji. Powiedział, że w spotkaniach zespołu z BGN zwykle uczestniczył on, ewentualnie dopraszane osoby do konkretnych spraw.

Decyzja, że trzeba rozmawiać już o jej likwidacji została podjęta nie przeze mnie - podkreślił. Dodał, że w jego ocenie była szansa na przedłużenie negocjacji, albo wypracowanie innego stanowiska, które nie prowadziłoby do przeniesienia szkoły.

Powiedział, że nie sprawdzał i nie weryfikował decyzji wydawanych przez swojego zastępcę, który miał takie pełnomocnictwo. Wydawanie decyzji administracyjnych z punktu widzenia K.p.a. nie przewiduje czegoś takiego jak nadzór, oprócz nadzoru instancyjnego. Jeśli decyzje były kompletne, osoba, która miała pełnomocnictwo decydowała o jej podpisaniu. Tutaj nie było pola, by w jakiś sposób na to wpływać - powiedział.

Mówił, że w przypadku szkół, przedszkoli i instytucji publicznych przyjęli od razu, że są to sprawy ważne. To wynikało z naszej wiedzy; w 2013 r. zostały np. przygotowane tabele wszystkich szkół zagrożonych roszczeniami - dodał.

Podał, że w ratuszu zaczął pracować w 2003 r. jako zastępca dyrektora w liczącym blisko 1300 osób biurze zajmującym się nie tylko nieruchomościami, ale też katastrem i sprawami lokalowymi. To był początek, kiedy do Warszawy przyszedł pan prezydent Lech Kaczyński - zaznaczył. Dyrektorem został w 2012 r., a p.o. dyrektorem w 2006 lub 2007 r. - tłumaczył pytany przez członków komisji.

Powiedział, że stworzył w 2004 r. regulamin postępowania przy sprawach dekretowych, który według niego do dzisiaj funkcjonuje, z koniecznymi uzupełnieniami. To jest procedura, która ma 4, czy 5 stron i tam było jasno napisane na co zwracać uwagę i jak procedować - tłumaczył. Zaznaczył, że nie obejmowało to kolejności rozpatrywania spraw. Z doświadczenia mówił, że nie da się zastosować tu prostych rozwiązań, jak rozpatrywania zgodnie z kolejnością wpływu. Najważniejszą przesłanką by tego nie stosować, był różny stopień skomplikowania tych spraw i przeszkód przed załatwieniem.

Sprawy były załatwiane według tego, jak strony znosiły dokumenty i jak były to sprawy skomplikowane - wyjaśnił.


13:27

W sprawie zwrotu nieruchomości przy ul Twardej decyzji nie konsultowałem z prezydent - zeznał b. dyrektor stołecznego BGN Marcin Bajko. Dodał, że likwidacja, znajdującej się tam szkoły, była przesądzona, więc poprosił o taką decyzję, która to umożliwiała.

Samej decyzji ws. Twardej ze mną nikt nie konsultował - zeznał świadek, pytany, czy konsultował ją z prezydent.

Ja tylko poprosiłem, żeby w decyzji znalazła się możliwość wydania jej na udziały, po to żeby zablokować możliwość istnienia tam szkoły. To nie wymagało konsultacji z panią prezydent, ponieważ wytyczne były takie, że niestety ta szkoła zostanie przeniesiona - mówił Bajko.

Świadek zeznawał, że w przypadku trudnych i ważnych decyzji, np. obejmujących przedszkole był informowany przez swojego zastępcę. Wtedy albo udawało mi się zamienić słowo z panią prezydent na temat, że jakieś przedszkole jest zagrożone. Odpowiedź była "Proszę poinformować burmistrza". Ale czasami sami informowaliśmy burmistrza. Zawsze było różnie. Akurat w przypadku Twardej zwróciłem uwagę na to, co powinno znaleźć się w decyzji - czyli udziały i nic więcej. Bo decyzja kierunkowa była wydana wcześniej - mówił Bajko.

Według świadka w niektórych przypadkach potrzebna była jednak akceptacja prezydent. Jeżeli mieliśmy przedszkole na Saskiej Kępie, wymagało to konsultacji z panią prezydent, bo przedszkole mogło przestać istnieć. Ale były inne schematy, że np. informowało się burmistrza. Burmistrzowie mieli lepszy dostęp do prezydent - powiedział Bajko, zaznaczając, że "jednolitej procedury nie było".

13:20

Można było rozważać przyznanie Maciejowi Marcinkowskiemu nieruchomości zamiennej zamiast Twardej, gdzie była szkoła, ale nie po uchwale z lutego 2013 r. o jej przeniesieniu - zeznał Bajko.

Pytany przez członka komisji Pawła Rabieja, czy sprawa Twardej była szybciej prowadzona niż inne, świadek odpowiedział, że nie było tu "niczego nadzwyczajnego". Dodał, że prowadzono w BGN rozmowy z Marcinkowskim ws. jego w sumie pięciu roszczeń, w tym dwóch ważnych dla miasta (szkoła przy Twardej oraz boisko przy szkole na Foksal - PAP). To nam zależało; to myśmy zwoływali te spotkania, bo baliśmy się likwidacji w zasadzie dwóch placówek - zeznał Bajko.

Pewnie mogłyby dłużej trwać te negocjacje i szkoła na Twardej mogłaby dłużej funkcjonować, gdyby nie podjęto w lutym 2013 r. uchwały o jej przeniesieniu. Jakby ona spowodowała, że odpadł nam interes prawny ochrony mienia publicznego, no bo wiadomo było, że nie ma o walczyć - oświadczył świadek.

Spytany, czy można było rozważać przyznanie Marcinkowskiemu nieruchomości zamiennej zamiast Twardej, Bajko odparł, że "był taki moment", kiedy można było o tym myśleć, ale nie po uchwale z lutego 2013 r.

Na pytanie, czy odczuwał jakąś presję ze strony Marcinkowskiego, Bajko odparł, że zeznawał już, iż pewną presją jest to, że każda osoba może mieć swobodny dostęp do BGN i "samą swoją obecnością pokazywać, że jej zależy". W tym znaczeniu presję można było odczuwać - zaznaczył. Podkreślił, że "nerwowość" Marcinkowskiego mogłaby też związana z tym, że wtedy "wstrzymano mu budowę nad Trasą W-Z".

Zapytany, czy Marcinkowski toczył negocjacje z kimś więcej, Bajko odpowiedział: "W sposób dorozumiany - z burmistrzem, bo on był władającym tą szkołą". Wydaje mi się, że pewne ustalenia tam były - dodał.

Indagowany, czy na negocjacje miało wpływ to, że Marcinkowski miał wiele roszczeń, świadek mówił, iż miało to taki wpływ, że "miastu zależało, żeby te sprawy załatwić - jak już widzieliśmy, że utracimy w pewnej perspektywie Twardą, to żeby nie było takiej samej sytuacji z boiskiem na Foksal".

Rabiej pytał też, czy w BGN i Ratuszu rozważano powołanie zespołu koordynującego procedury przy "trudnych reprywatyzacjach", związanych z dużym ryzykiem społecznym zwrotu własności. Jednolitego skoordynowania nie było - odparł świadek, według którego zasadą było raczej: "Kto może, niech pomaga". Dodał, że wiele było rozmów o charakterze ogólnym. Natomiast urząd jest wielką korporacją - 6 tys. zatrudnionych ludzi i jakby nie było chyba pomysłu, żeby zrobić z tego jakiś zespół - podkreślił.

Świadek podkreślał, że Kpa nie przewiduje negocjacji, a przewiduje to, że jak ktoś np. ma komplet dokumentów danej sprawy, to decyzja administracyjna ma zapaść w ciągu miesiąca. I to była bardziej presja, a nie to, że on (Marcinkowski) miał 5 czy 7 nieruchomości - dodał.

13:00

Nie wiem, jak się zakończyła sprawa działki przy ul. Foksal; w tym czasie utraciłem zaufanie do pracodawcy i rozwiązałem stosunek pracy - zeznał Bajko.

Bajko był poproszony przez członka komisji Sebastiana Kaletę o przybliżenie statusu postępowania reprywatyzacyjnego ws. działki przy ul. Foksal, przeznaczonej na cel publiczny.

Świadek powiedział, że "ten status się zawiesił", ponieważ ratusz wysłał pismo do ministra finansów ws. wyjaśnienia kwestii indemnizacji.

Dopytywany, jak się zakończyła ta sprawa, odparł: "Ja nie wiem jak się zakończyła, ponieważ pismo było wysłane w takim okresie, kiedy utraciłem zaufanie do pracodawcy i rozwiązałem stosunek pracy".

Jak mówił Bajko "na Foksal (Maciej) Marcinkowski ubiegał się bardzo poważnie - bo były też zespoły, które się spotykały na ten temat - o wydanie mu Warunków Zabudowy lub też zrobienie planu zagospodarowania" W tym kontekście, jakby czuliśmy pewien - delikatnie mówiąc - dyskomfort, ponieważ któryś raz się pojawiało, że trzeba mu te WZ wydać - zaznaczył świadek.

Zapytany, czy pamięta jakie było źródło roszczeń do tej działki, odparł: "Pamiętam tylko, że to były udziały w spółce Robur, chyba też reaktywowanej - niestety". Zaznaczył jednak, że nie pamięta, czy spółka funkcjonowała cały czas, czy się reaktywowała. 

12:50

Nadzór prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz nad stołecznym Biurem Gospodarki Nieruchomościami miał charakter "miękki" - poinformował Bajko. Ten rodzaj nadzoru, można powiedzieć, że jest to rodzaj nadzoru o charakterze miękkim. To znaczy informowaliśmy o tym, co uważaliśmy za ważne w różny sposób. Najczęściej były to rozmowy telefoniczne lub spotkania - powiedział Bajko, odpowiadając na pytanie dotyczące nadzoru nad BGN po odejściu wiceprezydenta stolicy Andrzeja Jakubiaka.

Nadzór polegał również na tym, że to ona (Hanna Gronkiewicz-Waltz - PAP) musiała brać udział już nie w "obiadkach czwartkowych" tylko w spotkaniach z osobami z zewnątrz, była tą osobą, do której przychodzili skarżący - dodał.

Bajko powiedział też, że Gronkiewicz-Waltz musiała też akceptować wnioski, ale nie wszystkie. Dodał, że wszystkie posiedzenia zespołu koordynacyjnego były protokołowane.

12:34

Hanna Gronkiewicz-Waltz poprosiła o akta sprawy Noakowskiego 16, miałem z nią długie na ten temat rozmowy - zeznał Bajko.

Jak mówił, wydaje mu się, że poza tą konkretną sprawą, prezydent Warszawy nie interesowała się szczególnie innymi sprawami reprywatyzacyjnymi, prowadzonymi przez BGN. Dodał, że ws. nieruchomości przy Noakowskiego 16 (która w wyniku decyzji miasta w części przypadła rodzinie Gronkiewicz-Waltz) między nią a Bajką były wielogodzinne rozmowy o wszystkich aspektach - zeznał świadek komisji. Według niego rozmowy dotyczyły tego, "jak się wydaje takie decyzje od początku do końca - na czym to polega".

Bajko nie zgodził się z treścią wypowiedzi prezydent Gronkiewicz-Waltz z sierpnia 2016 r., w której stwierdziła ona, że "nie wiedziała co się działo, a odpowiedzialność za aferę ponoszą urzędnicy". Fakty mówią co innego. Pani prezydent wiedziała o wszystkim, o zasadach, o tym co się dzieje w zakresie reprywatyzacji. Mieliśmy do niej oczekiwanie, aby pomogła zmienić dekret warszawski, a w zasadzie ustawę o gospodarce nieruchomościami. Żeby nie trzeba było wydawać tych decyzji. Taka powinna być jej rola - mówił b. dyrektor BGN.

Wcześniej mówił m.in. że nic mu nie wiadomo, aby osoby zainteresowane zwrotami nieruchomości kontaktowały się z prezydent poza urzędem miasta. Zaprzeczył, jakoby w ratuszu istniały narzucone liczby spraw zwrotowych do rozpatrzenia. Oświadczył też, że nic nie wie, aby nagrody dla urzędników były powiązane z liczbą wydawanych przez nich decyzji. Natomiast ocenił, że na urzędników był wywierany rodzaj presji. Po pierwsze przez petentów, którzy "bez przerwy" przychodzili do BGN, a "tak być nie powinno". Drugim elementem, według Bajko, były wyniki kontroli, z których wynikało, że należy przestrzegać K.p.a.

12:02

Informowaliśmy ABW o liście reaktywowanych spółek domagających się zwrotów nieruchomości; zamiast kontroli czy poproszenia o akta, odpowiedzieli, że prezydent miasta nie jest właściwy do otrzymania takiej informacji - zeznał Bajko.


Jan Mosiński (PiS) pytał świadka, czy w czasie, kiedy był dyrektorem BGN-u spotykał się z szefami służb specjalnych, Prokuratorii Generalnej, wojewodą mazowieckim czy ewentualnie z prezesem Samorządowego Kolegium Odwoławczego. Tak oczywiście, to była naturalna rzecz - powiedział Bajko.

Dopytywano, czy po tych spotkaniach "odnotował" jakąś interwencję, kontrolę ze strony tych służb w BGN czy urzędzie miasta. Rozmów z różnymi organami innymi niż prezydent - czyli na terenie miasta mamy służby wojewody, Prokuratorii itd. - tych rozmów było dużo. Natomiast nie wydaje mi się, żeby tutaj była jakaś kontrola z tym związana. Mało tego, sami staraliśmy się zainteresować sprawami, które są u nas - powiedział świadek przed komisją.

Sami informowaliśmy szefa ABW o liście spółek, które się reaktywowały i domagają się zwrotów. Pamiętam odpowiedź na ten temat: zamiast zrobienia kontroli na przykład, czy poproszenia o akta, była odpowiedź dość prosta - że nie prezydent miasta jest właściwy do otrzymania takiej informacji - powiedział Bajko.

Przewodniczący komisji Patryk Jaki dopytywał, od kiedy ABW wiedziała od stołecznego ratusza o kwestiach reprywatyzacji. Bajko odpowiedział, że pierwszy sygnał został wysłany ok. 2011 r. Dodał, że osobiście zainicjował spotkanie z "panią dyrektor ówczesną warszawskiego CBA". Też mniej więcej w tym samym okresie, może to był początek 2012 r., i również rozmawialiśmy nt. reprywatyzacji. To było z mojej inicjatywy - podkreślił świadek.

Jaki dopytywał, czy Bajko spotkał się z kimś z ABW, świadek odpowiedział, że na tak postawione pytanie odpowie jedynie, że "tak". Dopytywany o reakcję ABW, wyjaśnił, że "reakcja była pisemna" i stwierdzono w niej, że prezydent miasta nie jest organem upoważnionym w takich kwestiach, a "upoważniony jest premier".

Bajko dodał, że CBA z kolei poprosiło o informację na temat sprawy. Była później jakaś korespondencja, proszono chyba o jakieś uzupełnienia - powiedział świadek. Pytany, czy w kolejnych latach już nie było kontaktu z tych instytucji, odpowiedział, że z nim "chyba nie". Zaznaczył, że w BGN pracowało w różnych okresach od 1,3 tys. osób, które mu podlegały do w rezultacie czterystu kilku. Średnio to było 460 (osób) - powiedział Bajko.

Mosiński dopytywał Bajkę, czy analizował dokumenty dot. reprywatyzacji swojego zastępcy Jakuba R. - b. dyrektora BGN, aresztowanego pod zarzutami korupcyjnymi ws. dzikiej reprywatyzacji w stolicy. Nie było moją rolą i nie jest rolą osoby, która nie ma kompetencji w tym zakresie, analizować dokumentację. Byłem proszony czasami czy przez niego, czy przez pracowników, czy radców prawnych o po prostu porozmawianie o pewnych rzeczach. Natomiast to nie jest tak, że dokonywałem analizy. Uważam, że nie byłem do tego uprawniony i tego nie robiłem - powiedział Bajko. 

11:58

Prezydent Warszawy, w czasie rozmów o reprywatyzacji na pewno nie nakazywała wydawania decyzji zwrotowych - zeznał Bajko. Jak dodał, ustanawianie kuratorów nie było osobnym tematem rozmów w ratuszu.

Pytany, czy konsultował konkretne rozstrzygnięcia reprywatyzacyjne z zespołem koordynacyjnym w ratuszu, Bajko stwierdził, że jego spotkania nie dotyczyły wszystkich spraw reprywatyzacyjnych, tylko niektórych, które np. wiązały się z ograniczeniem funkcjonowania przedszkola itp. Jeżeli nie był to zespół, to była to bezpośrednia rozmowa z panią prezydent, ale ona mówiła np. tak: "Proszę poinformować rzecznika prasowego, na wypadek gdyby ktoś napisał pismo albo jakiś artykuł". Na pewno nie było to nakazaniem wydawania decyzji, ale raczej przyjęciem do wiadomości, ewentualnie wskazaniem, żeby to jeszcze z kimś skonsultować - mówił Bajko.

Wyjaśniał, że funkcjonowanie w tak dużej jednostce wymagało kontaktów telefonicznych. Albo pani prezydent do mnie dzwoniła, często to było ad hoc, np. przy okazji spotkania z burmistrzami, często dzwoniłem ja. Były też prośby, żebym np. został po zespole koordynacyjnym, przyjechał po coś i to było wtedy omawiane - powiedział Bajko. Nie było sformalizowanej procedury typu, że zostawia się notatkę, a prezydent coś na niej pisze. To nie było wymagane. Ale rozmowy były bardzo częste - mówił.

Pytany, jaka była reakcja na pojawianie się w aktach spraw kuratorów, Bajko stwierdził, że nie zna dokumentacji konkretnych spraw. Słyszałem o tym, że sprawy kuratorów są problematyczne i dlatego udzieliłem wywiadu. Z rozmów z podwładnymi wynikało, że jest to problem, choć dokładnego czasu tych rozmów nie pamiętał - zeznał. Nie przypominam sobie, żebym referował zespołowi koordynacyjnemu problem kuratorów - dodał.

Nie umiem określić, jaka była ogólna zasada postępowania wobec powoływania kuratorów, oprócz tego, że zgodnie z K.p.a. organ jest związany orzeczeniami sądów. Nie pamiętam konkretnie, żeby tylko temat kuratorów był przedmiotem jakiejś rozmowy. Ale o problemie opowiedziałem w wywiadzie - zaznaczył.

Odnosząc się do wcześniejszych zeznań Jerzego Mrygonia o spotkaniach nt. reprywatyzacji u wiceprezydenta Jarosława Jóźwiaka, Bajko wyjaśnił, że były to raczej tzw. sprawy skargowe. Na dyżur do prezydenta zapisywała się osoba i trzeba było przygotować dla prezydenta notatkę, o co chodzi tej osobie i stawić się na spotkanie. Takich spotkań były dziesiątki - mówił.

11:44

Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz stwierdziła, że nic nie wiedziała o reprywatyzacji; okazuje się, że była regularnie informowana i zespół, którym kierowała zatwierdzał te decyzje - mówi w przerwie posiedzenia komisji jej szef Patryk Jaki.

Zaznaczył, że Bajko zeznał również "sensacyjną" informację, że prezydent w ogóle nie chciała szkół w Śródmieściu. Wszyscy członkowie komisji są porażeni tym zeznaniem i będziemy dalej drążyli, dlaczego to prezydent nie chciała tych szkół - zapewnił szef komisji.

Poza tym według Jakiego "bez żadnej wątpliwości pracownicy ratusza nie zachowywali wszelkiej staranności przy prowadzeniu spraw dekretowych". Potrafili miesiącami prowadzić negocjacje na temat przeniesienia szkoły, natomiast minuty nie poświęcili na to, żeby wejść do internetu i sprawdzić, kto jest prawdziwym spadkobiercą - po czym przejęliby tę własność i nie trzeba by było przenosić szkoły - mówił.

Jaki przekonywał, że "to wszystko pokazuje, że ta komisja ma sens i dokonuje kolejnych takich odkryć, czyli odkryć tych mechanizmów, jak ta reprywatyzacja działała".

Ocenił też, że prezydent Warszawy "wszelkimi sztuczkami" prawnymi próbuje zablokować prace komisji. Uważam, że jest to działanie przeciwko państwu - uznał.

11:35

Prezydent Warszawy nie nakazywała, aby zmieniono, czy wydano konkretną decyzję w sprawie reprywatyzacji nieruchomości - zeznał Bajko.

Ja nie spotkałem się z taką sytuacja, o której wspominał tutaj jeden z moich przedmówców, żeby pani prezydent nakazała zmienić lub wydać jakąś konkretną decyzję. Za moim pośrednictwem takiego zdarzenia nie było - powiedział Bajko, nawiązując do zeznania pierwszego świadka komisji - Krzysztofa Śledziewskiego, który utrzymywał, że zna przypadek, gdy Hanna Gronkiewicz-Waltz ingerowała w decyzję. Prezydent Warszawy temu zaprzeczała.

Bajko dodał, że podczas spotkań prezydent z radnymi i burmistrzami poruszane były sprawy reprywatyzacji. Było bardzo dużo spotkań z politykami, bo pani prezydent preferuje spotkania z politykami, czyli z burmistrzami, czyli z radnymi (...) tam też były poruszane tematy, bo one zawsze paliły najbardziej, były poruszane tematy reprywatyzacji - powiedział Bajko.

Według byłego szefa BGN prezydent Warszawy powinna starać się o zmiany w prawie dotyczące reprywatyzacji.

Rolą prezydenta powinno być przede wszystkim to, żeby dbać o to, żeby można było te wszystkie sprawy rozpatrywać, po pierwsze zgodnie z prawem, po drugie w jakichś cywilizowanych warunkach i po trzecie, żeby to prawo, jeżeli jest złe, a tutaj nie mamy wątpliwości jest złe, żeby to prawo zmienić, bo to była rola prezydenta, który jest słyszalny na poziomie krajowym - stwierdził Bajko.

Powiedział on, że pomimo próśb nie udało się ograniczyć dostępu do BGN osób postronnych, co powodowało dyskomfort pracy.

Wszyscy żądaliśmy i żądamy od pracowników, żeby wykonywali swoją prace dobrze, zgodnie z prawem a w sytuacjach tak trudnych spraw, jak 70-letnie sprawy dekretowe, żeby to było jeszcze pogłębione badaniem wielu setek tom akt, a w biurze w którym pracowaliśmy, nigdy nie doczekaliśmy się możliwości, żeby ograniczyć dostęp osób postronnych - stwierdził Bajko.

Jeżeli przez 10 lat, czy 8 lat od funkcjonowania w biurze, nie możemy się doczekać systemu, że nie przychodzą do nas i nie wchodzą bezpośrednio do pracowników osoby, które maja swoje interesy, to komfortu pracy nie ma i wpływa na jakość pracy - dodał. Według niego nie można było tego załatwić w żadnym biurze administracyjno-gospodarczym, czy ochrony, nawet po tym jak prosił o to panią prezydent.

Mogę domyślać się dlaczego. Pewnie dlatego, że gdyby ludzie nie mogli do nas przychodzić, to częściej przychodziliby do pani prezydent. (...) Więc gdyby ta ochrona była, pewnie częściej pani prezydent by miała styczność z tymi osobami, więc ja to jakoś rozumiem - stwierdził Bajko. 

11:25

Szukaliśmy sami wszystkich właścicieli nieruchomości w przypadku, gdy miastu zależało na odmowie zwrotu i wygaszeniu roszczeń - powiedział Bajko. Zasadą jest, w postępowaniu administracyjnym, w szczególności takim, które kończy się wydaniem decyzji o charakterze własnościowym, że to strona ubiega się o ustalenie wszystkich uprawnionych. To ona będzie miała z tego uprawnienie i jest to bardzo kosztowne - mówił komisji Bajko.

Mamy obowiązek, żeby stwierdzić, że wszyscy są ustaleni. Nie umiem odpowiedzieć bardzo szczegółowo, w których sytuacjach szukaliśmy, a w których nie - dodał.

Na pewno szukaliśmy w takiej sprawie, gdzie miastu zależało na wygaszeniu roszczeń, bo chciało zainwestować np. w jakąś szkolę. To było zupełnie zrozumiałe, że musieliśmy mieć ustalone 100 proc. właścicieli ustalonych, żeby skutecznie taką odmowę dać, to trzeba było ich szukać - tłumaczył.

Przypomniał, że ustawa, która weszła w życie w zeszłym roku reguluje sprawę tzw. "właścicieli - śpiochów" - zapisano, że bez ich poszukiwania można umorzyć postępowanie.

11:08

Hanna Gronkiewicz-Waltz nie wydawała mi poleceń co do nieruchomości, gdzie były placówki oświatowe - zeznał Bajko.

Pytany przez członka komisji Jana Mosińskiego, czy prezydent stolicy lub inni wydawali mu polecenia co do nieruchomości przy Twardej czy innych "nieruchomości oświatowych", świadek odparł, że "nie było takiej sytuacji". Pani prezydent nie wydawała takich poleceń, czy to w zakresie np. zobowiązania mnie do wydania jakiejś decyzji, czy jej zmiany - dodał Bajko.

Poinformował, że w 2013 r. w BGN przygotowano pełne zestawienie ok. 116 nieruchomości, które mają "możliwość reprywatyzacji", co przekazano prezydent. Ustalono, że trzeba to przekazać Radzie Miasta i burmistrzom oraz zastanowić się, czy w tej sytuacji w te placówki inwestować, a także nad "ewentualnym wygaszeniem pewnych placówek".

Indagowany, czy zwolnienie go z pracy w 2016 r. przez Gronkiewicz-Waltz było zemstą, czy ma może inny podtekst, Bajko odpowiedział, że to on rozwiązał umowę o pracę. Ale pracodawca tego nie przyjął i zwolnił pana - replikował Mosiński. Bajko odparł, że pozwał miasto za to zwolnienie i nie chce się wypowiadać by - jak powiedział - "nie stracić szansy przed sądem". Oświadczył tylko, że "działanie pracodawcy nie miało podstaw prawnych".

Na pytanie, czy Marcinkowski bywał częściej w Ratuszu niż inni, Bajko odpowiedział, że miał on roszczenia nie tylko co do Twardej. Miał roszczenia do boiska liceum na Foksal; oprócz tego miał jeszcze nieruchomość przy Królewskiej; bardzo problematyczną nieruchomość, na której budował budynek na trasie W-Z, również część nieruchomość pod wysokościowiec przy Pałacu Kultury - odparł Bajko. W związku z tym, tych spotkań było dużo; on przychodził do mnie, bo ja kierowałem zespołem, który negocjował te sprawy - dodał.

Świadek podkreślał, że nie miał pełnomocnictw prezydenta miasta do wydawania decyzji reprywatyzacyjnych; mieli je zaś jego zastępcy. Wytłumaczył to tym, że zanim zaczął pracę w urzędzie, w starostwie powiatu, prowadził działalność gospodarczą, a przepisy w takich przypadkach uniemożliwiały wydawanie decyzji administracyjnych. Dodał, że miał zaś upoważnienie, by w imieniu prezydenta zawierać akty notarialne o "wielomilionowej wartości".

11:07

Po kilku minutach przywrócono zasilanie elektryczne w gmachu resortu sprawiedliwości. Po przerwie komisja powróciła do przesłuchania b. dyrektora Biura Gospodarki Nieruchomościami Marcina Bajki.

11:01

Przerwa w posiedzeniu komisji weryfikacyjnej. Powodem awaria prądu w siedzibie resortu sprawiedliwości.

10:47

W procesie reprywatyzacyjnym mieliśmy obowiązek ustalić obecnych właścicieli nieruchomości i osoby uprawnione do niej. Nie obejmowało to kwot transakcji, to nie była nasza kompetencja badać, za ile ktoś komuś przekazał prawa do nieruchomości - zeznał b. szef stołecznego BGN Marcin Bajko.

Bajko mówił o tym pytany przez przewodniczącego wiceministra sprawiedliwości Patryka Jakiego, czy nie wzbudzała jego wątpliwości różnica pomiędzy wycenioną wartością nieruchomości, a kwotą nabycia roszczeń do nich.

Kwestia ceny - bo pan do tego zmierza, że za bardzo niską cenę zostało przejęte - kwestia ceny nie jest przedmiotem kompetencji organu administracji. Wszelkie sprawy związane z cenami, wartością, to są sprawy cywilno-prawne w kognicji sądów powszechnych - wyjaśnił.

Właśnie dlatego o tym decyzje sąd, a nie organ, bo my nigdy nie wiemy, czy to (jakiś procent wartości - PAP) będzie dobrze, czy jeszcze ciągle niedobrze, gdy będzie to 2, 11, czy np. 90 proc. wartości nieruchomości - tłumaczył.

Dopytywany, czyim obowiązkiem było zebrać wszystkie akta do postępowania dekretowego odpowiedział, że obowiązek ten miał organ administracji i te akta zebrał. Z nich wynikało, że ktoś jest teraz właścicielem jakichś tam procent udziałów po kimś. Natomiast do tej kognicji nie należy sprawdzanie, za ile to kupił - mówił komisji Bajko.

10:45

Gronkiewicz-Waltz: Ratusz nie jest stroną w postępowaniu przed komisją weryfikacyjną

Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz zadeklarowała w czwartek, że stołecznemu ratuszowi zależy na wyjaśnieniu nieprawidłowości wokół stołecznej reprywatyzacji, jednak - jak powtórzyła - ratusz nie jest stroną w postępowaniu przed komisją weryfikacyjną. Gronkiewicz-Waltz została w czwartek... czytaj więcej

Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz zadeklarowała, że stołecznemu ratuszowi zależy na wyjaśnieniu nieprawidłowości wokół stołecznej reprywatyzacji, jednak - jak powtórzyła - ratusz nie jest stroną w postępowaniu przed komisją weryfikacyjną. Gronkiewicz-Waltz została wezwana przed komisję weryfikacyjną w charakterze świadka, jednak się nie stawiła.

Gronkiewicz-Waltz powtórzyła, że to prezydent Warszawy jest organem, którzy orzeka w sprawach dekretowych. Kim jest komisja, tego jeszcze do końca nie wiemy. Ona sama definiuje siebie w ustawie, jest organem administracji publicznej. Czyli to wygląda mniej więcej tak, obrazując to na obrazie sądowym, że sędzia apelacyjny wzywa sędziego, który wydał orzeczenie w niższej instancji, a teraz mówi: "pan teraz jest stroną" - mówiła prezydent Warszawy. To jak może być stroną, przecież jest organem? - pytała. Powtórzyła, że komisja weryfikacyjna działa w sprzeczności z konstytucją.

10:35

Bajko podkreślił, że sprawami spadkowymi w zakresie Skarbu Państwa i miasta zajmowało się Biuro Prawne, a nie jego biuro. Ono dostawało korespondencje z sądu i przekazywało do Zarządu Mienia, który podlegał BGN - wyjaśniał. Jaka to była procedura do końca - nie mam świadomości - stwierdził. Podkreślił, że nie zna aż tak szczegółowo sprawy nieruchomości przy Twardej.

Zapytany przez szefa komisji Patryka Jakiego, czy uważa, że prawidłową była procedura, iż ratusz samodzielnie nie poszukiwał spadkobierców, odparł: "Każda sytuacja była inna i nie mogę powiedzieć, że nie poszukiwaliśmy w ogóle". Jego zdaniem nie było to zadaniem jego biura. Dodał, że "w różnych sytuacjach" były poszukiwania i - jak zaznaczył - sam podpisywał pisma w tej sprawie.

Jaki pytał świadka, dlaczego samo miasto stwierdziło, że decyzja reprywatyzacyjna ws. nieruchomości przy ul. Twardej 8 i 10 było "rażącym naruszeniem prawa". Z tego, co pamiętam okazało się, że pojawił się jeszcze jeden spadkobierca - powiedział Bajko. Zaznaczył, że nie pamięta szczegółów ale - jak ocenił - "to była przesłanka, żeby wznowić tę sprawę".

Dopytywany, czy miasto przed podjęciem decyzji badało dokładnie wszystkie dokumenty, które złożyła strona starająca się o reprywatyzację, odpowiedział: "Zgodnie z Kodeksem Postępowania Administracyjnego każda sprawa powinna być rozstrzygnięta w oparciu o wszystkie dowody i bardzo dokładnie". Natomiast jednocześnie w Kodeksie Postępowania Administracyjnego jest punkt (...), który mówi o tym, że organ przestrzega z urzędu swojej właściwości - mówił świadek. Według niego nakładając te dwa przepisy trzeba dojść do wniosku, że "trzeba siedem razy pod światło spojrzeć na każdy dokument".

Przewodniczący komisji zastanawiał się, że skoro interes prawny w tej sprawie miało miasto, to kto powinien w jego imieniu złożyć wniosek, jeśli nie sam ratusz. Pozwolę sobie polemizować. Nie ma domniemania, że po kimkolwiek dziedziczy Skarb Państwa. To może być fakt, natomiast nie jest to domniemanie w polskim prawie - podkreślił Bajko.

Jak mówił świadek, ważna jest również "bardzo istotna jedna rzecz, żeby ten Skarb Państw mógł wejść jako spadkobierca to musi minąć - bez żadnej czynności w zakresie tych spadkobierców - 30 lat". Jeśli przez te 30 lat żaden ze spadkobierców nic nie zrobił, nawet nie napisał pisma, to można domniemywać, że gdzieś tam przechodzi to na Skarb Państwa, tylko że to my mamy  udowodnić - zauważył.

10:14

Prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz powiedziała, że nie potrzeba szkół w Śródmieściu i można oddać działkę na Twardej Maciejowi Marcinkowskiemu - zeznał Bajko przed komisją ds. reprywatyzacji. Jak mówił nie jest pewny, czy prezydent była tego dnia na posiedzeniu zespołu koordynacyjnego.

Zespół koordynacyjny podejmował decyzje i chciałem podkreślić, (...) że sprawa Twardej również była przedmiotem tego zespołu i tam zostały odpowiednie decyzje podjęte - powiedział Bajko.

Bajko powiedział, że na jednym ze spotkań dowiedział się, że prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz zdecydowała o likwidacji, bo szkół nie powinno być w Śródmieściu. Taka wypowiedź padła, ona była pośrednio, ja teraz tego nie przypisuje pani prezydent, bo to mogło być różnie - zaznaczył Bajko.

Dodał, że później usłyszał bezpośrednio od prezydent Warszawy, że nie powinno być szkół w Śródmieściu. I że tutaj nie ma potrzeby jakiegoś ratowania na siłę - powiedział Bajko.

Jak powiedział, "a priori zostało założone, że ta szkoła zostanie zlikwidowana". Oczywiście ja też rozumiem pewne argumenty merytoryczne, oprócz przekonania, że nie powinno być szkół w Śródmieściu, argumentem merytorycznym jest to, że nie można inwestować w infrastrukturę, która jest objęta roszczeniami, czyli np. remont tego gimnazjum, w sytuacji kiedy roszczenia są, jest niemożliwy - powiedział Bajko.

Dodał, ze szereg takich argumentów rozumie, "niemniej jednak zostało założone, że to gimnazjum zostanie zlikwidowane". Jak mówił, dwa czy trzy miesiące po spotkaniu zespołu koordynującego został zaproszony na sesję rady miasta, na której procedowana była uchwała o przeniesieniu gimnazjum. Wtedy straciliśmy możliwość ratowania (szkoły) - zaznaczył.

Podkreślił, że to nie on przygotowywał ta uchwałę i nie ma na niej podpisu osób z jego biura.

Teoretycznie szkoła mogła istnieć jeszcze wiele lat, mogły trwać spotkania z inwestorem i tam jakieś rozwiązanie pozytywne mogło być wypracowane. Natomiast po podjęciu uchwały o jej przeniesieniu nie ma już interesu społecznego, którego możemy bronić w tej sposób, w związku z tym zaistniała zasadność wydania decyzji (zwrotowej) - powiedział Bajko.

Pamiętam rozmowę, o której powiedziałem - czy ona była na zespole, czy ona była po zespole, czy może chwile później, pani prezydent do mnie powiedziała, że nie powinno być szkół w Śródmieściu - powiedział Bajko.

10:11


Zespół koordynujący miasta zgodził się na likwidację gimnazjum przy ul. Twardej - zeznał Marcin Bajko. Pytany przez szefa komisji Patryka Jakiego, czy zespół koordynacyjny zajmował się sprawą przeniesienia szkoły, Bajko odparł: "Odbyła się dyskusja i była akceptacja". Jemu samemu nakazano zaś prowadzić rozmowy z Marcinkowskim, by "jak najlepiej rozwiązać ten problem dla miasta".

Bajko dodał, że BGN "nie było właściwe co do likwidacji szkół". Myśmy tylko sygnalizowali (...) na temat 110 czy 116 nieruchomości szkolnych, obciążonych roszczeniami - mówił, dodając, że mieściła się w tym też sprawa Twardej.

Bajko mówił też, że zalecenia pokontrolne miasta wymagały od pracowników Biura przestrzegania terminów wynikających z Kodeksu postępowania administracyjnego. Ale jak przestrzegać terminów Kpa, kiedy te wnioski mają 70 lat - dodał świadek (dekret Bieruta z 1945 r., którego skutkiem było przejęcie wszystkich gruntów przez miasto stołeczne Warszawę, stanowił, że ich właściciele mieli pół roku na złożenie wniosku o przyznanie im prawa wieczystej dzierżawy, ale w praktyce większość wniosków nie była rozpatrywana lub rozpatrywano je odmownie - PAP).

Według Bajki, te zalecenia pokontrolne sprawiały, że pracownicy BGN, zamiast sprawdzać "czy jest odpowiednio ustalony krąg spadkobierców, czy w 100 proc. wszystkie wątpliwości wyjaśnione", mieli pilnować terminów. Pytany przez Jakiego o zalecenia pokontrolne, by "terminowo" wydawać decyzje, Bajko powiedział, że takie polecenia prezydenta "to presja o bardzo dużej wadze".

Świadek podkreślał, że przygotowując tzw. małą ustawy reprywatyzacyjnej co do stolicy, wprowadził do niej "fortel na handlarzy roszczeń" - zapis, że strony ustalą, za jaką kwotę mogą nabyć roszczenia co do nieruchomości, ale gmina będzie mieć prawo pierwokupu po tej właśnie cenie. To już kiedyś wymyślił Napoleon - dodał Bajko. To działa - podkreślił. Dodał, że dzięki temu roszczenia (wcześniej nabywane przez "handlarzy roszczeń" za bardzo niskie kwoty - PAP) "zaczęły mieć wartość rynkową".

09:21

Komisja rozpoczęła przesłuchanie świadka Marcina Bajki, b. szefa stołecznego Biura Gospodarki Nieruchomości.

09:10



Komisja oddaliła wniosek Roberta Kropiwnickiego (PO) o zawieszenie postępowania w związku z wnioskiem prezydent Warszawy do NSA o stwierdzenie sporu kompetencyjnego między miastem a komisją. Szef komisji Patryk Jaki powiedział, że nie pozwoli na "torpedowanie prac komisji".

Na początku rozprawy przedstawiciel PO w komisji poseł Robert Kropiwnicki złożył wniosek, aby zawiesić rozprawę. Podkreślił, że komisja jest w sporze kompetencyjnym z miastem stołecznym Warszawa. W poniedziałek prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz poinformowała, że ratusz złożył wniosek do Naczelnego Sądu Administracyjnego w Warszawie o rozstrzygnięcie sporu kompetencyjnego ws. komisji, której konstytucyjność kwestionuje.

Dzisiejsza rozprawa powinna być zawieszona (...). Spór jest oczywisty i w myśl art. 23 Kodeksu postepowania administracyjnego nie mamy wyjścia - musimy zawiesić nasze postępowania i poczekać na wyrok sądu, który organ jest właściwy do podejmowania decyzji. Z tego względu wnoszę o to, żebyśmy zawiesili postępowanie prac komisji w tym trybie - powiedział Kropiwnicki.

Przedstawiciel PSL Bartłomiej Opaliński mówił, że spór kompetencyjny w tej sprawie nie zachodzi. Spory kompetencyjne dotyczą organów, które są na tym samym poziomie - czyli potencjalne właściwe do rozstrzygnięcia sprawy, tymczasem w tej sprawie nie mamy do czynienia z taką kwestią, bowiem decyzja została już przez miasto wydana. Komisja zgodnie z ustawą, która ją powołała, jest swojego rodzaju organem ekstraordynaryjnym, nadzwyczajnym, organem, który bada rozstrzygnięcie wydane wcześniej przez inny organ administracji - powiedział Opaliński uznając, że postępowanie komisji powinno być kontynuowane.

Przewodniczący komisji, wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki również ocenił, że nie zachodzą przesłanki do zawieszenia postępowania. Ocenił, że trudno mu traktować wniosek prezydent stolicy Hanny Gronkiewicz-Waltz o wstrzymanie postepowania do czasu rozstrzygnięcia sporu kompetencyjnego inaczej niż "próbę storpedowania prac komisji". Ja na to pozwolić nie mogę, bo nie taka była intencja ustawodawcy - powiedział Jaki.

Wniosek Kropiwnickiego poddał pod głosowanie. Za opowiedziała się jedna osoba, przeciw było sześć, dwie wstrzymały się od głosu. 

Komisja bada zgodność z prawem decyzji administracyjnych ws. reprywatyzacji warszawskich nieruchomości. Wiąże się to z tzw. dekretem Bieruta z 1945 r., którego skutkiem było przejęcie wszystkich gruntów przez miasto stołeczne Warszawę, a w 1950 r. - po zniesieniu samorządu terytorialnego - przez Skarb Państwa. Objęto nim ok. 12 tys. ha gruntów, w tym ok. 20-24 tys. nieruchomości. Właściciele zabranych nieruchomości mieli pół roku na złożenie wniosku o przyznanie im prawa wieczystej dzierżawy z czynszem symbolicznym, ale w praktyce większość wniosków nie była rozpatrywana lub rozpatrywano je odmownie. Po zmianie ustrojowej w 1989 r. właściciele i spadkobiercy przejętych nieruchomości zaczęli zabiegać o zwrot własności.

(mpw/mn)