Policja i prokuratura sprawdzą, czy podczas wyprawy w Bieszczady grupy licealistów z Warszawy doszło do złamania prawa. W nocy z niedzieli na poniedziałek 20 osłabionych i przemarzniętych uczestników wycieczki sprowadzili z Przełęczy Bukowskiej ratownicy górscy.

W pierwszej kolejności przesłuchani zostaną opiekunowie kierujący górską wycieczką, dyrektor warszawskiej szkoły, w której uczy się młodzież, i sami uczestnicy wyprawy. Niewykluczone, że policja będzie chciała także rozmawiać z ich rodzicami. Ponieważ istnieje podejrzenie, że opiekunowie nie mieli uprawnień przewodnickich, w sprawę zostanie zaangażowanych szereg instytucji.

W środę do Warszawy wróci grupa licealistów, których w nocy w Bieszczadach ratowali goprowcy i pogranicznicy. Jak dowiedział się RMF FM, przed wyjściem w góry dwóch uczniów zgłosiło w stacji GOPR trasę, jaką planowali przejść. Jednak w trakcie marszu trasę zmieniono na znacznie trudniejszą. czytaj więcej

Trzeba sprawdzić instytucje, które wydają takie zaświadczenia - podkreśla rzeczniczka policji w Ustrzykach Dolnych, Dorota Głazowska-Krzywdzik. Niestety, na razie nie udało się potwierdzić, czy nauczyciele mieli wymagane uprawnienia, bo dyrektorka warszawskiej szkoły nie odpowiada na żadne pytania dziennikarzy. Policja jednak ma nadzieję, że uzyska od niej wszelkie niezbędne informacje. Może powiedzieć, że nie chce z nami rozmawiać, ale dla własnego dobra powinna opowiedzieć, jak to zdarzenie wyglądało - powiedziała Głazowska-Krzywdzik.

Postępowanie sprawdzające może trwać nawet 30 dni. Jeśli policja wykaże, że doszło do nieprawidłowości, wtedy zostanie wszczęte postępowanie prokuratorskie.