Dzisiaj rozstrzygnie się los ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego. W południe na specjalnym posiedzeniu zbierze się Sejm. Posłowie zajmą się przyjęciem uchwały z wnioskami Prawa i Sprawiedliwości, a potem, jeśli nic nie stanie na przeszkodzie, o godzinie 15 zagłosują nad ratyfikacją.

Posłowie sami nie ratyfikują Traktatu, przyjmą tylko ustawę, która upoważni do tego prezydenta. PiS chciało dopisać, że prezydent w przyszłości będzie mógł zablokować ewentualne zmiany w Traktacie, ale po trzytygodniowej burzy, negatywnych ekspertyzach prawników i w końcu spotkaniu premiera z prezydentem w Juracie, żadnych poprawek nie będzie. Mimo porozumienia z Juraty, przeciw ma być nawet 50 posłów PiS-u.

Do głosowania za rządową ustawą ratyfikacyjną będzie namawiał posłów Prawa i Sprawiedliwości szef klubu PiS Przemysław Gosiewski. Obiecał to po spotkaniu prezydium klubu z prezydentem Lechem Kaczyńskim.

Gosiewski zastrzegł jednak, że klub PiS czeka teraz na pewną ważną deklarację ze strony premiera Donalda Tuska o kwestii zmian ustawowych, które będą realizowane w najbliższym czasie. Szef klubu parlamentarnego ugrupowania nie postawił sprawy na ostrzu noża, ale dał do zrozumienia, że dane przez premiera słowo, pozwoliłoby mu przekonać niedowiarków do poparcia traktatu. Taka deklaracja umocniłaby pozytywną decyzję PiS - zaznaczył.

Taka deklaracja padnie - powiedział reporterce RMF FM szef klubu Platformy Obywatelskiej Zbigniew Chlebowski. Posłuchaj:

Do tej pory mówiło się, że zabezpieczeniem do traktatu ma być nowelizacja ustawy z 2004 r. o relacjach polskich władz z Unią Europejską. Teraz okazuje się, że sama nowela może jednak nie wystarczyć. PiS nadal chce, by prezydent miał wpływ na zmiany w traktacie. To może oznaczać zmiany w konstytucji. O tym, czy ustawa zasadnicza będzie musiała być zmieniona i czy jest jakieś inne rozwiązanie tej kwestii, Konwent Seniorów będzie rozmawiał jeszcze w tym tygodniu.

Walka o ratyfikację traktatu nie skończy się w Sejmie

Wtorkowe głosowanie w sprawie ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego nie przesądzi o jego przyjęciu. Kompromis zawarty w Helu pomiędzy prezydentem a premierem może być iluzoryczny. Niewykluczone, że PiS zablokuje dalsze prace w Senacie.

Posłowie PiS-u, którzy nie poprą traktatu, nie wierzą w szczere intencje PO. Już teraz mówią, że lepiej byłoby, gdyby najpierw parlamentarzyści zobaczyli projekt ustawy ratyfikacyjnej, a dopiero potem głosowali. Jest pewna kolejność ubierania się. Najpierw trzeba założyć bieliznę, potem koszulę z krawatem, a na końcu ubranie. To bardzo ważna kolejność. Trudno w tym momencie mówić, że kompromisem będzie założenie garnituru, a na końcu bielizny - mówi poseł Andrzej Dera.

Aby zgoda na ratyfikację traktatu została przyjęta, „za” musi głosować zarówno w Sejmie, jak i w Senacie ponad 2/3 parlamentarzystów (w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów lub senatorów). Potem pod dokumentem podpis składa prezydenta.

Ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego nie zablokuje nawet 50 posłów. Inna sytuacja jest natomiast w Senacie. Politycy PiS dają sygnały, że zanim opowiedzą się „za” w izbie wyższej polskiego parlamentu, chcą zobaczyć projekt ustawy po swojej myśli. Jak zaznacza poseł Paweł Poncyliusz, dobrze wiemy, że senatorowie PiS są bardziej sceptyczni wobec Unii Europejskiej niż posłowie. Senat ma być więc straszakiem Prawa i Sprawiedliwości i gwarantem realizacji porozumienia z Helu. Głosowanie w Senacie zaplanowano na 10 kwietnia.

We wtorek o godzinie 15 będzie głosowana w Sejmie ustawa o ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego - ustaliły sejmowe władze. To już jest trzecie czytanie. Żadnej debaty nie będzie, będzie proste głosowanie za, przeciw czy ktoś się wstrzymuje - mówił marszałek Sejmu Bronisław Komorowski. czytaj więcej

Sikorski: Traktat najważniejszy

Głosowanie w Sejmie odbędzie się we wtorek o godz. 15:00. W związku z tym szef polskiej dyplomacji odwołał spotkanie ministrów spraw zagranicznych Trójkąta Weimarskiego. Radosław Sikorski nie ukrywa, że zamieszanie z Traktatem Lizbońskim w Polsce wpływa negatywnie na nasze relacje z niemieckim sąsiadem. Traktat jest ważniejszy niż spotkanie ministrów. Ale gdyby wszystko szło normalnym trybem, to mógłbym jutro pracować dla prestiżu Polski, a nie ratować sytuację przez nas nie zawinioną - stwierdził szef MSZ.