Na karę grzywny w wysokości 10 tys. zł skazał wrocławski sąd lekarza, który bez zgody pacjentki wykonał zabieg kauteryzacji jajników. Wyrok jest nieprawomocny.

Zdj. ilustracyjne /Darek Delmanowicz /PAP

W 2011 r. Marek P. - lekarz, ginekolog operujący we wrocławskiej klinice, wykonując zabieg laparoskopii diagnostycznej z usunięciem torbieli w jajniku zdecydował o rozszerzeniu zakresu operacji i wykonał tzw. kauteryzację jajników. Prokuratura oskarżyła go o narażenie pacjentki na utratę płodności. 

Proces ginekologa rozpoczął się we wrocławskim sądzie we wrześniu 2016 r. Na początku procesu, pełnomocnik pacjentki adwokat Michał Bąba powiedział, że fakt, iż poszkodowana po pięciu latach od wykonania zabiegu zaszła w ciążę, nie powinien mieć wpływu na proces karny. Zaznaczył, że pacjentka przez pięć lat leczyła się m.in. metodą in vitro, raz też poroniła.

Ginekolog nie przyznał się do winy

Oskarżony lekarz nie przyznał się winy. W wyjaśnieniach przed sądem mówił, że zdecydował o rozszerzeniu zakresu zabiegu m.in. na podstawie obrazu makroskopowego jajnika, na którym widział "wielopęchrzykowe zmiany zwyrodnieniowe". Podkreślił, że podpisana przez pacjentkę zgoda na zabieg w jednym z punktów przewidywała możliwość zmiany jego zakresu w trakcie operacji - i dlatego jego zdaniem oskarżenie jest nietrafne

Sąd Rejonowy we Wrocławiu orzekł, że lekarz jest winny i wymierzył karę grzywny w wysokości 10 tys. zł. Nakazał również lekarzowi wypłacenie nawiązki na rzecz pacjentki w wysokości 30 tys. zł.

Sędzia Anna Peszko w uzasadnieniu wyroku podkreśliła, że oskarżony bez obiektywnie potwierdzonych wskazań medycznych, przeprowadził zabieg kauteryzacji jajników, narażając tym samym pokrzywdzoną na ciężki uszczerbek na zdrowiu w postaci utraty płodności. Zaznaczyła, że lekarz nie dopuścił się faktycznego spowodowania utraty płodności pacjentki, ale ją na to naraził.

Wymierzając karę sąd miał na uwadze to, na co pokrzywdzona została narażona idąc do lekarza, do którego miała pełne zaufanie; po zdarzeniu również nie została w pełni poinformowana o tym, co się wydarzyło - powiedziała sędzia. Zaznaczyła, że nie ma dowodów na to, że oskarżony działał umyślnie, dlatego sąd zdecydował o zmianie kwalifikacji czynu na nieumyślne narażenie zdrowia pacjentki.

(mn)