Nieco więcej gazu dostaje Polska od rosyjskiego dostawcy – poinformował minister gospodarki. Ciśnienie w biegnącym przez Ukrainę rurociągu zwiększyło się, jednak dostawy to tylko 1/3 tego, co zostało zakontraktowane.

Nie wiadomo, kiedy do Polski będzie docierała całość zakontraktowanych dostaw gazu. Tu wszystko zależy od Rosjan. - Nie jest określone, do kiedy mają trwać te ograniczenia, w związku z tym trudno coś planować - powiedział szef resortu gospodarki Piotr Woźniak. Dodał jednak, że sytuacja jest stabilna i nie ma żadnego zagrożenia dla odbiorców indywidualnych.

O tym, że braku gazu nie należy się obawiać, mówi również Andrzej Osiadacz, prezes Gaz Systemu, odpowiadającego za przesył surowca. - Klienci indywidualni mogą być spokojni cały czas, bo nie ma takiej możliwości, żeby dostawy gazu dla nich zostały ograniczone - uspokaja.

Wcześniej wydawało się, że niedobory gazu uda się uzupełnić poprzez zwiększenie ciśnienia w rurociągu białoruskim. Okazało się, że na razie jest to niemożliwe.

Zakłady Azotowe w Poznaniu są pierwszą polską ofiarą rosyjsko-ukraińskiej wojny gazowej. Produkcja amoniaku w zakładzie nie została jednak przerwana. Problem z surowcem rozwiązać może sam Gazprom. czytaj więcej

Na szczęście na przeszkodzie nie staje pogoda – temperatura jest dość wysoka, dlatego zużycie gazu nie jest duże. Do tej pory na ukraińsko-rosyjskiej wojnie gazowej ucierpiał tylko zakład azotowy w Puławach.

Mniej gazu płynie także do Niemiec

Także dwaj niemieccy importerzy rosyjskiego gazu poinformowali o zmniejszeniu dostaw tego surowca. Ruhrgas, współwłaściciel rosyjskiego Gazprom, twierdzi jednak, że uzupełni niedobory zakupami z innych źródeł. Drugi z dostawców, Wingas, również zapewnia, że zmniejszenie dostaw nie będzie miało wpływu na zaopatrzenie odbiorców.