"Znowu może zabraknąć nam energii" – ostrzega na pierwszej stronie wtorkowego wydania „Gazeta Wyborcza”. Powołując się na ustalenia ekspertów podaje, że newralgicznym momentem tego roku może być wrzesień. „Na ten miesiąc przypadnie szczyt remontów w elektrowniach, co w połączeniu z upałami i brakiem wiatru może doprowadzić do zawału w energetyce i przerw w dostawie prądu” – tłumaczy „GW”.

Zdjęcie ilustracyjne /PAP/Lech Muszyński /PAP

"Gazeta Wyborcza" powołuje się na raport Polskich Sieci Elektroenergetycznych (PSE), czyli instytucji odpowiedzialnej za zapewnienie bezpieczeństwa krajowego systemu energetycznego. Z dokumentu wynika, że polskie elektrownie nie są w stanie zapewnić nadwyżki mocy potrzebnej do tego, by każdy odbiorca prądu mógł dostać go tyle, ile potrzebuje. W latach 2016-18 maksymalny "poziom tych niedoborów zmienia się w przedziale 1,5-2,5 tys. megawatów, przy czym najgorsza sytuacja występuje we wrześniu 2016 r."

Skąd mogą się wziąć wrześniowe problemy z prądem? Jak wyjaśnia "GW", powodów jest kilka: wrzesień to szczyt sezonu remontowego w elektrowniach. "Gdyby do tego doszły upały czy susza, o co po bezśnieżnej zimie nietrudno, to mamy gotowy przepis na przeciążenie sieci" - czytamy w dzienniku. "Gdy wracamy z urlopów, rośnie zapotrzebowanie na prąd, a na domiar złego wciąż jest zbyt ciepło, by lukę w systemie mogły uzupełniać miejskie elektrociepłownie. Na ratunek mogłyby przyjść elektrownie wiatrowe, ale wrzesień nie jest wietrznym miesiącem" - wyjaśnia "GW".

We wtorkowym wydaniu "Wyborczej także:

- Powstaje Młoda Armia Rosji

- Atak na puszczę trwa

(mn)