Według dzisiejszej "Gazety Wyborczej", latem 2012 r. właściciel tygodnika "Wprost" Michał Lisiecki wspólnie z szefem Amber Gold Marcinem P. mieli przeprowadzić "operację uwikłania" Michała Tuska w aferę gdańskiego parabanku. Gazeta, która powołując się na materiały operacyjne ABW, pisze, że Marcin P. chciał "przykryć skandale upadającej piramidy finansowej rozgłaszając, że Michał Tusk pracował dla OLT Express".

Michał Tusk /Marcin Obara /PAP

Linie lotnicze OLT Express ogłosiły upadłość pod koniec lipca 2012 r. Z kolei w połowie sierpnia 2012 r. upadłość ogłosiła spółka Amber Gold.

"Gazeta Wyborcza" powołuje się na rozmowę z lipca 2012 roku, gdy do Marcina P. zadzwonił Michał Lisiecki i zapytał: "Cześć Marcin, jak mogę pomóc balansować to, co macie w mediach?". Tego samego dnia w internecie opublikowano tekst "KNF próbuje zniszczyć Amber Gold?". Zawiera on głównie wypowiedzi informatora, z których ma wynikać, że wokół Amber Gold KNF zawiązała spisek.

3 sierpnia Marcin P. - według "GW" - miał wysłać Lisieckiemu pierwsze materiały o swoich relacjach z Michałem Tuskiem, m. in e-maile Tuska z prośbą o spotkanie. We "Wprost" opublikowano później artykuł dotyczący współpracy syna Tuska z OLT. 

Michał Tusk w środę składał wyjaśnienia przed sejmową komisją ds. Amber Gold. Syn byłego premiera współpracował z linią OLT związaną z założycielami Amber Gold.

Spółka ta powstała na początku 2009 roku i miała inwestować w złoto i inne kruszce. Klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji. 13 sierpnia 2012 roku ogłosiła likwidację; tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich. Według ustaleń, w latach 2009-2012 w ramach tzw. piramidy finansowej firma oszukała w sumie niemal 19 tys. swoich klientów, doprowadzając do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł.

Wiedziałem, że Amber Gold, która inwestowała w linie lotnicze OLT Express jest firmą, która budzi wiele wątpliwości; wokół tej firmy była podejrzana otoczka - powiedział przed komisją śledczą syn byłego premiera. 

Obaj z ojcem wiedzieliśmy, że Amber Gold, mówiąc kolokwialnie, to lipa - mówił Michał Tusk. Dodał, że podejmując współpracę z OLT Express, podjął pewne ryzyko. Zwyciężyła ciekawość, chęć realizowania siebie w zakresie, jaki mnie interesował - zaznaczył.

W trakcie przesłuchania Tusk poinformował, że szefa Amber Gold poznał w listopadzie 2011 r., kiedy jako dziennikarz "Gazety Wyborczej" spotkał się z nim, by porozmawiać na temat inwestycji jego spółki w biznes lotniczy. Była to zgłoszona inicjatywa, tekst, który chciałem napisać i go napisałem - powiedział. 

"Gazeta Wyborcza"