Mieszkańcy północno-wschodniej Polski pozbawieni są łączności z pozostałą częścią kraju. Wielu z nich znajduje się poza zasięgiem polskich sieci telefonii komórkowej, a budki telefoniczne zostały zlikwidowane – alarmuje "Gazeta Polska Codziennie".

zdj. ilustracyjne /Michał Dukaczewski /Archiwum RMF FM

"W najgorszej sytuacji znajdują się mieszkańcy miejscowości położonych kilka, kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt kilometrów od granicy z Rosją" - pisze - "Żeby zadzwonić do krewnych w Olsztynie, Warszawie czy Wrocławiu, muszą korzystać z roamingu lub kupić rosyjską kartę telefoniczną. Polskie sieci nie mają tam bowiem zasięgu".

Sprawą od dłuższego czasu zajmuje się poseł PiS Wojciech Kossakowski z województwa warmińsko-mazurskiego. Jak podkreśla w wypowiedzi dla gazety "brak możliwości korzystania z polskich sieci nie jest bynajmniej wynikiem braku zasięgu. Rosyjskie i białoruskie urządzenia używane przez wojsko emitują tak silny sygnał, że zagłusza on polski". Postawienie nowych polskich przekaźników niewiele więc zmieni.

"Sytuację mieszkańców terenów przygranicznych utrudnia również fakt, że Orange likwiduje tam budki telefoniczne" - dodaje gazeta, wskazując, że z 650 budek została już tylko połowa. Operator twierdzi, że ich utrzymanie się nie opłaca.

"Jest jednak jeszcze sprawa bezpieczeństwa" - podsumowuje "Gazeta Polska Codziennie" i dodaje: "gdy nie działa sieć telefonia komórkowa, ludzie muszą mieć możliwość wezwania pomocy". 

(j.)