Coraz czarniejsze chmury nad wiceministrem zdrowia Krzysztofem Łandą. Z opublikowanych przez koncerny farmaceutyczne raportów wynika, że hojnie wspierały Łandę, gdy ten był prezesem fundacji. W sumie dostał co najmniej 200 tys. zł – pisze „Fakt”. Gdy redakcja gazety poprosiła go o ujawnienie jego oświadczenia majątkowego, rzeczniczka ministra przekazała, że Łanda nie zgadza się na jego opublikowanie.

Krzysztof Łanda /Paweł Supernak /PAP/EPA

Łanda, zanim został wiceministrem był prezesem i twórcą fundacji Watch Health Care. Zajmowała się m.in. monitorowaniem kolejek, ale też m.in zabierała głos w sprawie refundacji szczepionek firm. Właśnie okazało się jak hojnie wspierały fundację innowacyjne koncerny farmaceutyczne. Pod koniec tygodnia GSK i Boehringer ujawniły konkretne kwoty jakie płaciły fundacji, ale też firmie doradczej Łandy w sumie wyszło ponad 200 tys.

 Wprawdzie, gdy wszedł do rządu odszedł z fundacji i firmy, ale wątpliwości budziło jego oświadczenie majątkowe opisane przez "Rzeczpospolitą". Wynikało z niego, że nie zarobił w 2015 roku ani złotówki. "Fakt" opisał w zeszłym tygodniu, że w departamencie polityki lekowej przygotowującym listę, jedna z wysokich rangą urzędniczek napisała notatkę o nieprawidłowości przy pracy na listą leków. W odpowiedzi Łanda napisał w oświadczeniu, że nigdy nie działał nieetycznie i nie złamał prawa.

Więcej w poniedziałkowym wydaniu "Faktu".

(az)