Rządowa pomoc w ramach programu „Rodzina 500 plus” ma zachęcić Polaków do powiększania rodziny. Są jednak rzeczy, o których politycy PiS odnośnie świadczeń głośno nie mówią – informuje „Fakt”. Gazeta podkreśla, że dodatek nie będzie przyznawany raz na zawsze, a za złe wypełnienie wniosku można stracić świadczenie. Z kolei w samorządach brakuje osób, które mogłyby się zająć obsługą programu, a koszty zatrudnienia dodatkowej armii urzędników wynoszą, zdaniem dziennika nawet 350 mln zł.

"8 rzeczy, którymi rząd się nie chwali" w sprawie programu 500 plus /Marcin Bielecki /PAP

"Fakt" w sprawie programu 500 plus wymienia "8 rzeczy, którymi rząd się nie chwali". Przypomina m.in. o tym, że wnioski o rządową pomoc trzeba będzie składać do roku, a świadczenia dostanie w Polsce niewiele ponad połowa dzieci, tj. 3,7 mln.


Dziennik podkreśla, że jeśli do urzędników dotrą sygnały, że rodzina pobierająca świadczenia marnotrawi pieniądze, to mogą oni przeprowadzić wywiad środowiskowy i zdecydować o innej formie przyznania dotacji. Ponadto "Fakt" donosi, że za źle wypełniony wniosek, bez dokonania jego korekty w terminie, można stracić świadczenie. Z kolei na same wypłaty świadczeń urzędnicy będą mieć 3 miesiące. 

Wnioski o przyznanie świadczenia będzie można składać także przez internet za pośrednictwem platformy ePUAP. Jednak żeby z niej skorzystać, trzeba mieć założony profil, to z kolei będzie można zrobić tylko w urzędzie, dodaje gazeta.

Wypłata dodatku to zadanie samorządów, a zdaniem "Faktu" brakuje osób, które mogłyby zająć się obsługą programu. Koszty zatrudnienia kilku tysięcy urzędników mogłyby wynieść ok. 350 mln zł.

Rząd zakłada, że będzie możliwe podniesienie wysokości dodatku o wskaźnik inflacji. W projekcie nie jest jednak opisane, kiedy może się to stać. Bardzo więc prawdopodobne, że nawet jeśli ceny ostro pójdą w górę, dodatek i tak nie będzie zwiększony - donosi dziennik.

Cały artykuł w najnowszym "Fakcie". 


(dp)