Zwężanie jezdni dla samochodów, oddawanie ulic rowerom, priorytet dla transportu publicznego. Wszystko po to, by centrum miasta można było przemierzyć na piechotę – pisze dziś „Dziennik Gazeta Prawna”.

Samochody nie wjadą do centrum miast? /Zdjęcie ilustracyjne /RMF FM

W Warszawie zaczęło się od odnowionej z okazji budowy nowej linii metra ul. Świętokrzyskiej i jej krytyki. Powód był taki, że ulicę ozdobiono zielenią "bujną" jak w osadzie eskimosów. Według inwestora obecność podeschniętych badyli w donicach wynikała z tego, że gęstwina podziemnych instalacji nie pozwalała na sadzenie drzew w gruncie. Ale mimo wszystko kiedy w marcu ubiegłego roku warszawiacy weszli na Świętokrzyską, okazało się, że to inny świat. Jezdnie na kluczowym fragmencie zostały zwężone do jednego-dwóch pasów (w zależności od odcinka). Na asfalcie drogowcy wymalowali czerwoną ścieżkę rowerową. Zbudowali szerokie chodniki, nowe przejścia dla pieszych i - o zgrozo - zlikwidowali większość miejsc parkingowych - czytamy w dzisiejszym "Dzienniku Gazecie Prawnej".

Kolejne polskie miasta idą w tym kierunku. Kraków po prostu musi z powodu zwartej historycznej zabudowy. Gród Kraka jako pierwsze z dużych miast w kraju wyłączył z ruchu ścisłe centrum (pierwsze ograniczenia wprowadzono 50 lat temu) i wprowadził trzy strefy z ruchem jednokierunkowym wokół Plant.

W Lublinie samorząd zamienił w deptak Krakowskie Przedmieście. Przez długi czas to był najważniejszy trakt komunikacyjny miasta, stanowiący część drogi biegnącej z Krakowa na wschód. Lublin nie boi się też eksperymentować z rozwiązaniami dla rowerzystów. To jedno z pierwszych miast w Polsce, które odważyło się na kontrapasy, czyli ścieżki rowerowe na jezdniach dla samochodów, po których można jeździć pod prąd.

Łódź zamieniła ul. 6 Sierpnia w woonerf, czyli podwórzec. Nazwa pochodzi z języka holenderskiego i oznacza "ulicę do mieszkania", specyficzne połączenie deptaka i ulicy. Jeszcze kilka lat temu to było zapomniane, nieprzyjazne miejsce, w którym można było po zmierzchu dostać w głowę. Dzisiaj okolica została ucywilizowana. Na brudnej i zatłoczonej wcześniej ulicy pojawiły się drzewa i ławki. Woonerfy można zobaczyć m.in. w Amsterdamie, Kopenhadze czy Berlinie.

Prezydent Olsztyna Piotr Grzymowicz też forsuje rozwiązania, które mogą nie spodobać się kierowcom. Miasto, do którego w tym roku po 50 latach mają wrócić tramwaje, zwęziło Piłsudskiego, czyli główną ulicę. Zamiast dwóch pasów po jednej i po drugiej stronie będzie po jednym. Środkiem ma biec dwutorowa jezdnia tramwajowa, z której będą mogły korzystać również autobusy. Na Piłsudskiego będą też ścieżki rowerowe.

W Katowicach rusza zaś strefa "Tempo 30", czyli rejon uspokojonego ruchu, w której maksymalna dozwolona prędkość wyniesie 30 km/h. Prezydent Katowic Marcin Krupa dał też zielone światło pomysłowi, by wewnątrz strefy znajdował się rejon całkowicie zamknięty dla ruchu samochodowego - przeznaczony dla osób poruszających się pieszo i na rowerach. Podobne strefy (uspokojenia ruchu) działają w centrach zachodnich miast, ale są też w Krakowie, Opolu, we Wrocławiu, w Łodzi, Poznaniu, Szczecinie i Radomiu.

Więcej o nadchodzących zmianach i o tym, co na ten temat mówią kierowcy przeczytacie w dzisiejszym „Dzienniku Gazecie Prawnej”.

(j.)