Dziewczynki, które były w samochodzie zmiażdżonym przez pociągi na przejeździe kolejowym w Kozerkach koło Grodziska Mazowieckiego, walczą o życie w dwóch warszawskich szpitalach. Bardzo ciężki jest stan 9-latki, a jej dwuletniej siostry - stabilny.

Nie żyje kobieta, a dwójka jej dzieci trafiła do szpitala po wypadku na strzeżonym przejeździe kolejowym w miejscowości Kozerki koło Grodziska Mazowieckiego. W ich samochód uderzyły dwa pociągi. Śledczy wyjaśniają, dlaczego szlabany na przejeździe były podniesione. czytaj więcej

Starsza dziewczynka utrzymywana jest w śpiączce farmakologicznej. Leży na oddziale intensywnej terapii szpitala przy ulicy Niekłańskiej. Młodsza, dwuletnia dziewczynka leczona jest w Centrum Zdrowia Dziecka. Trafiła tam przytomna.

Przypomnijmy, że w wypadku na miejscu zginęła kobieta, która prowadziła auto. Na przeżycie nie miała żadnych szans. Gdy wjechała na tory, w jej samochód uderzył skład osobowy, jadący w stronę Warszawy. Siła uderzenia była tak duża, że wyrzuciła auto na drugi tor, którym w przeciwnym kierunku jechał pociąg pośpieszny z Warszawy. 

Zawiódł czynnik techniczny?

Nadal nie wiemy jak to się stało, że mimo podniesionych szlabanów na strzeżony przejazd wjechały dwa pociągi. Dotąd nie było w tym miejscu wypadku. Okoliczni mieszkańcy nie zaobserwowali też, by były jakieś problemy techniczne z rogatkami.

Główną sprawą jest ustalenie, dlaczego tym razem dróżnik nie opuścił szlabanów - dodaje Katarzyna Zych z policji. Nie było wcześniej wypadku na tym przejeździe. Nie mamy informacji, czy mógł zawieść czynnik techniczny.

Dróżnik i maszyniści obu pociągów będą teraz przesłuchiwani przez prokuraturę. Wiadomo już, że dróżnik był trzeźwy. Miał też wszystkie niezbędne kwalifikacje, przeszedł wymagane szkolenia, miał ważne badania.