Płacz, histeria, porównania z Barbarą Blidą, oskarżenia wobec CBA o polityczny lincz oraz intymne wyznania – tak wyglądała konferencja prasowa byłej posłanki PO Beaty Sawickiej, zorganizowana dzień po ujawnieniu nagrań jej "biznesowych" rozmów przez Centralne Biuro Antykorupcyjne.

Mimo zapewnień premiera, że CBA nie odegra w kampanii żadnej znaczącej roli, szef Biura Mariusz Kamiński ujawnił materiały kompromitujące byłą posłankę Platformy Obywatelskiej Beatę Sawicką. Dwa tygodnie temu Sawicka została przyłapana na gorącym korupcyjnym uczynku. Za ustawienie przetargu na... czytaj więcej

Zobaczyliśmy dwie twarze byłej posłanki. Wczoraj na filmach z materiałów operacyjnych CBA widzieliśmy Sawicką na ławce w parku odbierającą torbę z pieniędzmi, słyszeliśmy też jej wypowiedzi o kręceniu lodów.

A dzisiaj publiczności zaprezentowała się inna Sawicka, ofiara agenta CBA – kobieta słaba, która do słabości się przyznaje i przeprasza. Tę słabość wykorzystał agent CBA, który Sawicką nakłonił do wzięcia łapówki: Udawał do mnie uczucie. Tymczasem, jak się okazuje, była to ukartowana gra. Nie usłyszeliście państwo w tych materiałach, nie przedstawiono miłych i czułych sms-ów do mnie; listów; kwiatów, które były przysyłane do mnie.

Centralne Biuro Antykorupcyjne zaprzecza, by jego funkcjonariusz miał kontakty intymne z posłanką Beatą Sawicką. Choć ona sama o takich kontaktach nie mówiła, to przyznawała, że prowokator z CBA był jej bliski: Przyznaję, że ten człowiek zafascynował mnie swoją przedsiębiorczością, zafascynował mnie swoją osobowością. Rzecznik CBA Temistokles Brodowski twierdzi, że, "posłanka składała propozycje korupcyjne, wbrew temu co mówi, nie tylko funkcjonariuszom CBA".

Sawicka ze łzami w oczach zaapelowała do szefa CBA: Proszę nie ujawniać publicznie tych materiałów. Proszę mi pozwolić na prawdziwy, sprawiedliwy proces. Proszę udostępnić moją osobę prokuraturze i sędziom. Proszę dać mi szansę obrony. Sawicka przeprosiła swoją rodzinę, Platformę Obywatelską i wyborców. Po swoim wystąpieniu zasłabła; z Sejmu zabrała ją karetka.

Premier Jarosław Kaczyński, ma pretensje do szefa CBA Mariusza Kamińskiego o to, że tak długo zwlekał z ujawnieniem nagrań posłanki Beaty Sawickiej: Pan Kamiński według mnie, jako urzędnik państwowy, jako przedstawiciel państwa miał święty obowiązek pokazać to dużo wcześniej. Niestety zwlekał i mam o to do niego pretensje. Nie wiedziałem, że to tak wygląda. Gdybym wiedział, to bym w tej sprawie interweniował.

Na konferencji prasowej premier zapewniał też PiS nie znało wcześniej nagrań CBA.