Sąd Najwyższy utrzymał karę dożywocia dla Jerzego B. - zwanego zabójcą z ogłoszenia - za zamordowanie dwóch osób, które sprzedawały mieszkania w stolicy. Pięcioosobowy skład SN oddalił jako "oczywiście bezzasadną" kasację obrony B., która wnosiła o zwrot całej sprawy sądowi I instancji.

Sąd Najwyższy oddalił kasację obrońców (zdj. ilustracyjne) /Kuba Kaługa /RMF FM

Do zabójstw, o które prokuratura oskarżyła B., doszło w 2013 r. W lutym w swojej wystawionej na sprzedaż willi został zamordowany emerytowany lekarz Jerzy O. Zginął od ciosów nożem, wcześniej był obezwładniony gazem pieprzowym. Jak ustalono w śledztwie, Jerzy B. podawał się za Amerykanina zainteresowanego kupnem domu. W sierpniu 2013 r. Jerzy B. umówił się z Elżbietą S. oferującą do wynajęcia dom. Kobieta została obezwładniona, była duszona i również zginęła od ciosów nożem.

Poszukiwanie zabójcy zajęło wiele miesięcy. Policjanci, którzy łączyli obie zbrodnie, wystawiali nawet fikcyjne ogłoszenia o sprzedaży, chcąc zwabić mordercę.

Jerzego B. zatrzymano w 2014 r. Nie przyznawał się do zbrodni. Podkreślał, że z ofiarami nic go nie łączyło. Przed zatrzymaniem był bezrobotny, ale wcześniej prowadził działalność gospodarczą, jednak stracił pieniądze.

W 2015 r. Sąd Okręgowy w Warszawie wymierzył B. karę łączną za oba zabójstwa - dożywotniego pozbawienia wolności. Ta sprawa jest przykładem, jaką tajemnicą jest ludzka psychika i jak niegodnie, niemoralnie człowiek jest w stanie się zachować - mówił w uzasadnieniu wyroku sędzia SO Paweł Dobosz. Chwalił pracę śledczych i prokuratury za wzorcowo zebrane dowody oraz "szerokie horyzonty intelektualne", które skłoniły prowadzących śledztwo do przekazania sprawy ekspertom od genetyki z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie. Badano płytki paznokciowe zabitej kobiety. W badaniach PUM ujawniono pełny profil genetyczny Jerzego B. Wcześniej zakład medycyny sądowej badał ślady krwi na paznokciach. A PUM zbadał to, co było pod śladami krwi, to był inny materiał - mówił sędzia Dobosz.

Według SO, inny dowód winy B. to analiza połączeń telefonicznych. B. namierzono przez sms-y wysłane do bliskich z tego samego aparatu, z którego dzwoniono do ofiar - mimo że wówczas były w nim inne karty SIM. Obrona wskazywała m.in., że B. nie miał motywu dokonania tych zbrodni, podczas badań biegłych zaś mogło dojść do kontaminacji, czyli pomieszania materiału genetycznego.

W ubiegłym roku wyrok utrzymał Sąd Apelacyjny w Warszawie, do którego odwołała się obrona. W kasacji do SN obrońca B. mec. Sylwia Kaczmarska-Janeczko zarzuciła wyrokowi rażące naruszenie prawa, m.in. przez nierozpatrzenie wszystkich zarzutów apelacji. Wniosła o zwrot sprawy do SO. Sam B. napisał do SN pismo z "własną oceną" dowodów. Prokurator wniósł o oddalenie kasacji jako "oczywiście bezzasadnej".

Wszystkie zarzuty kasacji są oczywiście bezzasadne - mówiła sędzia SN Małgorzata Gierszon w uzasadnieniu postanowienia. Przypomniała, że aby zarzuty kasacji były skuteczne, trzeba w niej wykazać, że sąd odwoławczy rażąco naruszył prawo materialne lub procesowe, co mogło mieć istotny wpływ na treść wyroku. Tych wymogów kasacja nie spełniła - dodała sędzia.

(mpw)