Eksperci krytykują rządowy plan budowy dróg krajowych – pisze „Dziennik Gazeta Prawna”. Nową wersję planu na lata 2014-2023 przedstawiła wczoraj premier Ewa Kopacz. Zapowiedziała, że wydatki na nowe drogi krajowe sięgną 107 mld zł. To 14 mld zł więcej, niż przewidywał projekt, który Ministerstwo Infrastruktury szykuje od ubiegłego roku.

Zdj. ilustracyjne / Tomasz Waszczuk /PAP

Nowy program budowy dróg, który przedstawiła PO, traktuję na równi z tym z 2007 r. przygotowanym przez PiS. To populistyczna makulatura pisana pod wybory – ocenia Robert Chwiałkowski ze stowarzyszenia Siskom. Realnie patrząc, plany do 2023 r. trzeba okroić o blisko 1/3 w stosunku do tego, co zostało przez rząd przedstawione – ocenia.

Premier zapowiedziała, że do 2023 r. powstanie 3,9 tys. km nowych dróg krajowych. W poprzedniej wersji było ponad 2,2 tys. km na liście podstawowej i niespełna 800 km na rezerwowej, której finansowanie było uzależnione od ewentualnych oszczędności na realizowanych kontraktach.

W nowej wersji znalazły się trasy, w przypadku których procedura projektowa i uzyskiwania zezwoleń budowlanych jest mało zaawansowana - pisze "Dziennik Gazeta Prawna". Dlatego też daty zakończenia prac są odległe i wybiegają poza horyzont programu. Dotyczy to m.in. drogi S10 z Płońska do Torunia - miałaby powstać w latach 2018–2027, trasy S19 Białystok – Lubartów, która miałaby powstać w latach 2018–2024, trasy S11, która w ciągu najbliższych lat miałaby przeciąć prawie całą Polskę: od Koszalina w rejon Poznania, a dalej przez Kępno na Śląsk. Pod znakiem zapytania stoi S74, biegnąca z rejonu Piotrkowa Trybunalskiego przez Kielce w rejon Stalowej Woli, która według rządu miałaby być gotowa w 2023 roku.

Więcej na ten temat w dzisiejszy wydaniu "Dziennika Gazety Prawnej".