Kto chce wyciąć drzewo, będzie musiał powiadomić o tym gminę. Oto pomysł PiS na nowelizację przepisów, które spowodowały masowe wycinanie drzew w kraju - pisze "Dziennik Gazeta Prawna".

Pnie po wyciętych drzewach w Parku Świętokrzyskim w Warszawie /Radek Pietruszka /PAP

Już w przyszłym tygodniu Sejm ma się zająć projektem nowelizacji ustawy o ochronie przyrody. Ma ona poprawić poselskie zmiany w ustawie, które obowiązują od 1 stycznia br. i które zwalniają osoby fizyczne z obowiązku uzyskiwania zgody na wycinkę, o ile usunięcie drzew lub krzewów nie jest związane z działalnością gospodarczą - pisze "Dziennik Gazeta Prawna".

Nowe przepisy są obchodzone przez przedsiębiorców - czytamy w artykule. Dzięki nowej regulacji powstała bowiem luka, która umożliwia lekceważenie prawa.

Przedsiębiorcy powinni za wycinkę płacić i to niemałe pieniądze. Aby tego uniknąć, jeszcze przed zakupem gruntu przedsiębiorca może jednak uzgodnić z osobą fizyczną, że ta oczyści teren. A jeśli już jest w posiadaniu działki, to może jej własność przenieść na krótki czas na osobę fizyczną - wyjaśnia Marek Szolc z Fundacji ClientEarth Prawnicy dla Ziemi.

Zgodnie z najnowszą propozycją PiS właściciel nieruchomości, który zamierza wyciąć drzewo na cele niezwiązane z prowadzeniem działalności gospodarczej, będzie musi to zgłosić w gminie. Jeżeli okaże się jednak, że na działce powstanie np. sklep czy parking, za wycinkę będzie musiał zapłacić.

Zdaniem ekspertów proponowana zmiana przepisów to "próba przerzucenia całej odpowiedzialności na samorząd". Zdaniem Marka Szolca "poprawka będzie nadal pozwalać na dowolną wycinkę drzew i nie ochroni najwartościowszych okazów".

Eksperci dostrzegają jednak też korzyści. Prowadząc rejestr, gminy będą przynajmniej wiedziały, ile faktycznie drzew jest wycinanych. Teraz trwa "wolna amerykanka". Nie wiadomo, ile drzew od 1 stycznia zniknęło - mówi Sławomir Jończyk, kierownik referatu przyrody i ochrony środowiska w UM Częstochowy.

(mpw)