Ministerstwo Zdrowia skróciło listę leków objętych zakazem wywozu z kraju. Wykreślono ponad 70 pozycji - dowiedział się reporter RMF FM Mariusz Piekarski. Jak przekonują urzędnicy, sytuacja na rynku leków się unormowała. Z taką tezą nie zgadza się szef Naczelnej Izby Aptekarskiej, Grzegorz Kucharewicz. "Ciągle jest problem z dostępem do leków" - mówi.

Z listy zostało wykreślonych między innymi kilka leków nowotworowych, a także kilka szczepionek. Na pierwszej liście leków, które wymagają zgody GIF-u na wywóz, było 257 pozycji. Po zmianie już tylko 183.

Ministerstwo Zdrowia przekonuje, że są już efekty stworzenia takiej "czarnej listy" leków zagrożonych wywozem. W ciągu dwóch miesięcy do Głównego  Inspektora Farmaceutycznego wpłynęło 1300 wniosków o wywóz leków z wykazu - GIF wydał 1040 zakazów eksportu takich preparatów. Dlatego teraz można było zredukować listę - przekonuje Igor Radziewicz-Winnicki. Jest wyraźna poprawa i w dostępności do leków, i w skuteczności zaopatrywania się aptek w leki, i w obecności tych leków, o które było najtrudniej - mówi.

Z taką opinią nie zgadza się jednak prezes Naczelnej Izby Aptekarskiej Grzegorz Kucharewicz. Według niego apteki nadal mają problem w zdobyciu niektórych leków.

Jeżeli do hurtowni, która zaopatruje 300 aptek na moim terenie przychodzą dwa opakowania heparyny drobnoustrojowej (leki przeciwzakrzepowe - red.), to jak można mówić, że jest lepiej? - mówi.

Posłuchaj opinii Grzegorza Kucharewicza, szefa NIA

Według Kucharewicza, cały czas producenci i hurtownicy bawią się z GIF-em "w kotka i myszkę". Ministerstwo chwali się, że wydano ponad tysiąc zakazów wywozu leków. Tyle że w tych wnioskach były podawane numery serii leków, których nigdy w Polsce nie było. A większość wniosków składała ta sama hurtownia - mówi Kucharewicz.

Zdaniem prezesa NIA, inspektorat farmaceutyczny nie jest w stanie zapanować nad wywozem leków i zadbać o równą dystrybucję leków w Polsce. Mamy 130 inspektorów nadzoru farmaceutycznego, a GIF nie dostał do kontrolowania wywozu leków nowych etatów. W Danii dba o to 3 tysiące osób -  kończy Kucharewicz.

(abs)