Błąd techniczny, ale popełniony przez człowieka – tak o maturalnej pomyłce na Dolnym Śląsku mówi Centralna Komisja Egzaminacyjna. 700 maturzystów wciąż czeka na świadectwa, bo źle przeliczono wyniki egzaminu z historii.

Błąd popełnił człowiek, ponieważ to właśnie do obsługujących system należało dopilnowanie, by poprawnie przebiegało wczytywanie danych. Jednak pierwotnie ogłoszone wyniki zostały zaniżone. To dla wielu osób oznaczało koniec marzeń o upragnionych studiach.

Ten sam system do przeliczania wyników był stosowany przez wszystkie komisje w Polsce. Centralna Komisja Egzaminacyjna utrzymuje jednak, że błędów na podobną skalę nie zanotowano. Pojawiły się, co prawda, drobne pomyłki, ale zostały szybko wyłapane i naprawione.

CKE argumentuje, że we Wrocławiu winę ponoszą ludzie, nie system. Maria Magdziarz, dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej, stara się ich jednak usprawiedliwić brakiem czasu. - Jeżeli brakuje czasu na weryfikację, pojawiają się błędy. Odpowiadamy za nie my, choć czas wydawania świadectw został skrócony - tłumaczy szefowa CKE. Wcześniejsze wydanie świadectw miało być natomiast zadośćuczynieniem życzeniom rektorów wyższych uczelni.

Trwa więc wymiana oskarżeń między Wrocławiem a CKE. Jednak „wspólnym wrogiem” okazują się rektorzy, którzy spowodowali całe zamieszanie, żądając wcześniejszego wydania świadectw.

We Wrocławiu nerwowego oczekiwania ciąg dalszy

Błąd popełniony w Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej we Wrocławiu spowodował zaniżenie wyników; dla wielu osób oznaczało to definitywny koniec szans na dostanie się na studia. Dlatego też planowane na piątek wywieszenie list osób przyjętych na pierwszy rok studiów zostało odwołane aż na 14 kierunkach.

Dolnośląscy maturzyści, którzy zdawali historię, znaleźli się w tarapatach. Okręgowa Komisja Egzaminacyjna przyznała, że popełniła błędy w ocenie prac uczniów. Uniwersytet Wrocławski wstrzymał rekrutację na 14 kierunków studiów. czytaj więcej

Kandydatom na studentów nie pozostaje więc nic innego jak czekać. Pracownicy uniwersytetu natomiast od piątku ponownie przeglądają sterty dokumentów i aplikacji. Muszą bowiem powtórzyć procedury związane z naborem na studia. My musimy powielać procedury, ale nad nami nikt nie ma zamiaru się użalać. Widzę w pana oczach też satysfakcję, że nam przyłożono - powiedziała naszemu reporterowi pracownica UWr.

Kilka wydziałów ogłosiło wyniki rekrutacji przed wybuchem afery. Uczelnia zapewnia jednak, że żadna z osób, które wcześniej zostały zakwalifikowane, nie zostanie z list usunięta, nawet jeśli okaże się, że trzeba będzie dodać na nie tych, którzy nie zostali przyjęci z powodu zaniżonych wyników na maturze.

Z maturzystami i pracownikami UWr rozmawiał Michał Szpak. Posłuchaj: