Dożywocie dla 33-letniego Grzegorza G. za zamordowanie w 2011 roku 23-letniej wolontariuszki fundacji rejestrującej dawców szpiku kostnego. Taki wyrok wydał gdański sąd. Mężczyzna poznał kobietę właśnie poprzez fundację. Sam chorował na białaczkę i szukał dawcy szpiku.

Grzegorz G. został skazany na dożywocie (zdj. ilustracyjne) / Marcin Bielecki /PAP

Mimo że nie było świadków zbrodni, sąd nie miał żadnych wątpliwości wydając wyrok dożywocia. Zgromadzone przez śledczych dowody ewidentnie obciążały Grzegorza G. To on najpierw wywiózł dziewczynę poza Trójmiasto, do lasu. Potem zacisnął na jej szyi skórzany pasek i udusił.

Powodem zbrodni była nieodwzajemniona miłość i zazdrość - zabójca i ofiara poznali się w szpitalu, gdy mężczyzna leczył się z białaczki. Relacje  pary pogorszyły się, gdy w życiu dziewczyny pojawił się kolejny mężczyzna.

"Nie docenił tego, że ktoś mu wcześniej darował życie"

Sąd podkreślił dziś, że oskarżony absolutnie nie docenił tego, że ktoś inny - dzięki przeszczepowi szpiku - darował mu wcześniej życie. Dlatego zasłużył na najwyższą karę. Nie bez znaczenia jest fakt, że oskarżony nie docenił tego, że ktoś mu wcześniej darował życie. Obcy dawca dał mu życie. Przeszczep się udał. W ocenie sądu oskarżony zasłużył na to, żeby zastosować wobec niego karę eliminacyjną. Przyjmował i przejawiał postawę lekceważenia porządku prawnego -  mówiła sędzia Izabella Retyk.

Grzegorz G. wcześniej był już karany, m.in. za rozboje. Zdaniem sądu resocjalizacja Grzegorza G. nie będzie skuteczna. Należy wskazać, że zarówno cechy osobowości Grzegorza G. jak i historia jego życia, pozwalają ocenić, że nie ma praktycznie rokowania w procesie resocjalizacji. I trudno tu mówić o jakichkolwiek względach wychowawczych. Oskarżony działał z zamiarem bezpośrednim pozbawienia życia Kamili B. Ponadto zrobił to osobie dla niego życzliwej, pomagające – uzasadniała wyrok sędzia Retyk.

Jestem bardzo zadowolona z tego wyroku. To jest mądry, wyważony wyrok, z bardzo rzetelnym uzasadnieniem. Podobnie jak cały proces był prowadzony bardzo rzetelnie. Sąd przeprowadził wszystkie czynności. Nie pozostawił żadnych wątpliwości. Przeprowadził również czynności, które nam wydawały się zupełnie niepotrzebne. Wnosił o nie oskarżony, a sąd się decydował, żeby zadość uczynić jego wnioskom. Wyrok jest bardzo dobry, mam nadzieję, że ostanie się w postępowaniu odwoławczym – powiedziała po ogłoszeniu prokurator wyroku Agnieszka Nikel-Rogowska.

Obrońca Grzegorza G. od razu wyjściu z sali rozpraw ogłosił, że złoży apelację. Nie chodzi o wysokość kary. Jak tłumaczył adwokat Kacper Najder, jego klient po prostu nie popełnił tej zbrodni. Nie ma dowodów, które by potwierdzały jego winę. Sąd nie dopuścił znacznej liczby dowodów, które by wyeliminowały wiele przesłanek, na których sąd się dziś oparł – mówił Najder. 

W aucie Grzegorza G. znaleziono ślady krwi 23-latki

Do zabójstwa doszło 6 listopada 2011 roku. 23-letnia studentka Kamila B., mieszkanka Gdańska, wyszła tego dnia z domu na spotkanie z Grzegorzem G.

Gdy do następnego dnia 23-latka nie wróciła do domu, rodzina zawiadomiła policję o jej zaginięciu. Dzięki zapisom monitoringu rejestrującego ruch na drodze w leżącej pod Gdańskiem miejscowości Żukowo, ustalono, że w dniu zaginięcia kobieta jechała autem z Grzegorzem G. z Gdańska w stronę Kościerzyny. Po godzinie auto ponownie zostało zarejestrowane przez kamery - wracało do Gdańska, a jechał nim tylko kierowca - Grzegorz G.

Mężczyznę zatrzymano i postawiono zarzut zabójstwa. Na jego ubraniu oraz w aucie znaleziono ślady krwi należące do Kamili B. Po 10 dniach śledczy ustalili miejsce ukrycia zwłok. Ciało kobiety zostało zakopane w lesie koło Kartuz.

Podczas procesu oskarżony nie przyznał się do winy, ale jednocześnie odmówił składania wyjaśnień. Twierdził, że zarzut prokuratorski jest bezpodstawny. Grzegorz G. złożył wniosek, że jest gotów wypowiadać się podczas rozprawy z użyciem wariografu, zwanego potocznie wykrywaczem kłamstw. Sąd nie zgodził się na to. Uznał, że taki dowód jest niedopuszczalny.

(mpw)