Dyrektor łódzkiego pogotowia ratunkowego przyznaje: był chaos w czasie akcji ratowniczej po karambolu na S8 w Kowiesach. W nocy z soboty na niedzielę zderzyło się osiem aut osobowych i dwie ciężarówki. Zginęło troje obywateli Czech, w tym dziecko. Według "Dziennika Łódzkiego", pierwsza karetka dotarła na miejsce wypadku dopiero po ponad 20 minutach. Sprawę bada już prokuratura w Rawie Mazowieckiej.

Nagranie z dyspozytorem pogotowia, godz. 23:29

Nagranie z dyspozytorem pogotowia, godz. 23:58

Nagranie z dyspozytorem pogotowia, godz. 0:12

Chaos po karambolu na S8? Minister zlecił kontrolę

Minister zdrowia Bartosz Arłukowicz zlecił kontrolę działań medycznych służb ratunkowych przy karambolu na S8. Doszło do niego w nocy z soboty na niedzielę w województwie łódzkim. Zderzyło się osiem aut osobowych i dwie ciężarówki. Zginęło troje obywateli Czech, w tym dziecko. czytaj więcej

Na miejscu sobotniego karambolu na S8 w Łódzkiem był chaos, ale dyspozytor łódzkiego pogotowia działał prawidłowo, zgodnie z procedurami i rozsądnie - tak pracę dyspozytora ocenia dyrektor łódzkiego pogotowia Bogusław Tyka.

Jego jurysdykcji podlegał jeden powiat, który znajdował się w miejscu zdarzenia. Natomiast nasz dyspozytor zachował się na tyle przytomnie, że wykorzystał wszystkie siły i środki dostępne dla niego w tej sytuacji. Skorzystał z pomocy województwa mazowieckiego, z pomocy pogotowia z Rawy Mazowieckiej, które nie są naszym pogotowiem. Skorzystał z jednostek powiatów ościennych, które też nie są naszym pogotowiem - powiedział reporterce RMF FM Bogusław Tyka.

Dyrektor łódzkiego pogotowia przyznaje jednak, że na miejscu karambolu był "totalny chaos". Zadaniem moich ludzi było ten chaos opanować i oni go opanowali - podkreśla.

Tyka wyjaśnia, że zgodnie z przepisami, koordynacją działań na miejscu karambolu powinien się zająć lekarz z pierwszej karetki, która pojawiła się na miejscu. Według ustaleń była to ambulans z Białej Rawskiej, która podlega mazowieckiemu pogotowiu.

Nie była to nasza karetka, w związku z tym obowiązki przejął nasz lekarz z karetki, która dojechała ze Skierniewic - wyjaśnia.

"Dziennika Łódzkiego" napisał, że pierwsze zgłoszenie o wypadku wpłynęło do Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Łodzi o godz. 23.27, a pierwsza karetka pojawiła się na miejscu dopiero o godz. 23.57. Według gazety, wynikało to m.in. z tego, że przez blisko trzy minuty operator i dyspozytor ustalali między sobą dokładną lokalizację miejsca wypadku. Dyspozytor z Łodzi wysłał na miejsce karetkę specjalistyczną ze Skierniewic, pierwsza na miejsce dojechała jednak karetka podstawowa z Białej Rawskiej.

Kontrolę działań medycznych zlecił minister zdrowia. Chce sprawdzić przede wszystkim, czy stacje pogotowia ratunkowego, wysyłając pomoc na miejsce wypadku, dochowały wszelkich procedur. Chodzi między innymi o ustalenie, czy reakcja dyspozytora była prawidłowa, jaki był czas tej reakcji, skąd wysłano karetki na pomoc poszkodowanym. Badana będzie też dokumentacja medyczna, a także nagrania rozmów dyspozytora z załogami ratowniczymi.

Działania służb ratunkowych bada także prokuratura

Prokuratura w Rawie Mazowieckiej będzie badać prawidłowość działań służb ratunkowych podczas akcji. Zabezpieczone zostały zapisy rozmów zespołów pogotowia, śledczy planują przesłuchanie pracowników służb medycznych. 

(j.)