Szef klubu parlamentarnego PSL nie zaprzecza, że doszło do spotkania z wiceszefem policji Mirosławem Schosslerem, ale jednocześnie idzie w zaparte i nie chce komentować sprawy, zasłaniając się niepamięcią. Jak ujawnili nasi dziennikarze, Jan Bury miał wykorzystać policję do rozgrywki politycznej po rozpadzie koalicyjnej większości w podkarpackim sejmiku wojewódzkim. Poseł PSL na nieformalnym spotkaniu przekazał wicekomendantowi policji informacje o przepływach finansowych w firmie należącej do konkurenta politycznego. "Spotkanie w hotelu to błąd" - komentuje Marek Biernacki z PO.

Polityk PSL nie poczuwa się do winy, więc na razie nie zapowiada rezygnacji z kierowania klubem. Poseł Bury nie chce jednak sprawy szerzej komentować. Pytany przez naszych dziennikarzy o spotkania z wiceszefem policji, zasłania... się niepamięcią.

Minister spraw wewnętrznych Teresa Piotrowska zażądała wyjaśnień od Komendanta Głównego Policji w sprawie informacji ujawnionych przez dziennikarzy RMF FM. Jak informowaliśmy, szef klubu PSL Jan Bury miał wykorzystać policję do rozgrywki politycznej - tak wynika z tajnego, szokującego wątku w... czytaj więcej

Po paru latach polityk niestety ma głowę taką zamąconą. Tyle lat pamiętać sprawy, spotkania... nie komentuję takich rzeczy - mówił Bury.

Dopytywany, czy wykorzystywał wpływy w policji w rozgrywkach politycznych odpowiada, że "nigdy nie wpływał na bieg tego typu wydarzeń".

Szefowa MSW żąda wyjaśnień

Po naszej publikacji w środę minister spraw wewnętrznych Teresa Piotrowska zażądała wyjaśnień od Komendy Głównej Policji. W czwartek dostała raport. Po zapoznaniu sie z nim podejmie ewentualne decyzje. 

W środę również Prokuratura Apelacyjna w Katowicach złożyła zawiadomienie o wycieku informacji ze śledztwa.

Do bulwersujących wydarzeń doszło w połowie 2013 roku. Ówczesny marszałek podkarpacki Mirosław Karapyta odszedł ze stanowiska po tym, jak CBA i prokuratura postawiły mu zarzuty korupcji i molestowania seksualnego. Wtedy w Sejmiku Województwa Podkarpackiego władzę przejęło Prawo i Sprawiedliwość - w najważniejszym głosowaniu PiS zdobyło poparcie dwóch samorządowców, do tej pory związanych z PO i PSL. Jednym z nich był znajomy Jana Burego, Lucjan Kuźniar. Jak ustalili nasi dziennikarze, po tej "zdradzie" ze strony samorządowca, Bury zadzwonił do wiceszefa policji gen. Schosslera i powiedział, żeby przyjrzeć się firmie żony Kuźniara, w której miało dochodzić do nieprawidłowości finansowych.

Po tym telefonie policjanci z CBŚ zajęli się więc firmą żony Kuźniara. Wygląda to jak chęć zemsty Jana Burego na politycznym przeciwniku.

Jeśli Jan Bury miał informacje o nieprawidłowościach w firmie żony wicemarszałka, powinien organom ścigania złożyć formalne zawiadomienie. Jeśli tego nie zrobił, zachował się jak tajny informator policji - tłumaczą nasi informatorzy.

Sprawą zajęła się więc prokuratura w Katowicach. Śledczy badają wątek korupcji politycznej i wykorzystywania stanowisk publicznych do swoich celów. 

"Spotkanie w hotelu to błąd"

Co więcej, poseł Bury spotkał się z wiceszefem policji w jednym z rzeszowskich hoteli, nazywanym "gniazdem PSL".

Do spotkania doszło w weekend na początku lipca 2013 roku. Generał był wtedy prywatnie w Rzeszowie i tam umówił się z nim lider ludowców - przekazał nasz informator.

To właśnie wtedy gen. Schossler od Burego miał dostać szczegóły dotyczące nieprawidłowości w firmie Kuźniarów.

Zostały one spisane na firmowym papierze hotelu w Rzeszowie i miały się w nich znaleźć dokładne dane o przepływach finansowych firmy związanej z żoną Kuźniara z kilku ostatnich lat. 

Spotkanie Jana Burego z Mirosławem Schosslerem z hotelu, to błąd - mówi RMF FM Marek Biernacki z PO. Poseł twierdzi, że taka forma przekazania informacji jest co najmniej niezręczna i dwuznaczna. Zwrócił też uwagę na kontekst polityczny. Na Podkarpaciu od dłuższego czasu trwa polityczna walka - mówi były minister. Według niego, jeśli poseł Bury miał informacje o możliwości popełnienia przestępstwa, powinien je przekazać w innej formie. Najlepiej, gdyby było to oficjalne zawiadomienie organów ścigania.

Według Marka Biernackiego, Jan Bury i Mirosław Schossler mogliby też uniknąć niejednoznaczności swych kontaktów, gdyby spotkali się oficjalnie albo w biurze poselskim, albo w komendzie głównej.

(abs)