Budżet musi znaleźć się na biurku prezydenta 19 II – jeszcze niedawno zapewniali marszałek Sejmu i premier. Ale okazało się, że istnieją inne ekspertyzy, o których obaj panowie wiedzieli. Wg nich Sejm musi przyjąć budżet do końca stycznia, inaczej grozi mu rozwiązanie.

To jest celowe, świadome wprowadzanie w błąd; to jest oszukiwanie; to jest cynizm - mówił dziś Jerzy Szmajdziński z SLD. A lider PO Dolnad Tusk dodawał, że w ten sposób Jarosław Kaczyński szuka drogi do władzy absolutnej.

Ale zarówno marszałek, jak i premier zarzuty opozycji odpierają. Marek Jurek kłamcą się nie czuje. Marszałek przyznaje jednak, że były kłopoty interpretacyjne i nie poinformował o nich innych wicemarszałków. Ale to – jak twierdzi – już ich problem, bo powinni o tym wiedzieć sami. Żaden z wicemarszałków Sejmu, mając do tego prawo, nie sugerował szybszego tempa prac budżetowych do 31 stycznia - argumentował Jurek.

Marszałku, bierzmy się do roboty - apeluje opozycja i walczy o zakończenie prac nad budżetem jeszcze w styczniu. Taki termin uchwalenia budżetu pozbawiłby prezydenta możliwości rozwiązania Sejmu i rozpisania przyspieszonych wyborów. czytaj więcej

Nie sugerował, bo - jak odparowuje Wojciech Olejniczak - wszyscy zostali wprowadzeni w błąd przez marszałka, tym bardziej że marszałek wcześniej spotkał się z prezydentem i na kolejne zadane pytanie, kiedy budżet ma być u prezydenta, marszałek odpowiedział 19 luty.

Orędownikiem tej daty był także premier, choć – jak tłumaczył rano – ekspertyzy wskazujące na wcześniejszy termin otrzymał już dwa tygodnie temu. Po południu jednak swoją poranną wypowiedź odwołał, tłumacząc: Nie powinienem na 15- stopniowym mrozie z samego rana odpowiadać na takie pytanie, bo czas biegnie mi szybciej. I to dużo szybciej, bo teraz stwierdził, że taką ekspertyzę przeczytał 4 dni temu, po czym odłożył ją na półkę, bo to była tylko opinia prawna.