Bili, przykładali pistolet do głowy, a nawet kazali w środku lasu kopać grób. Wszystko po to, żeby zastraszyć dłużników i przemocą przejąć ich majątek. Proces dotyczący sprawy wymuszeń na rodzinie Józefowiczów spod Choszczna w Zachodniopomorskiem ciągnął się 12 lat. Dziś ruszyło postępowanie w drugiej instancji.

zdjęcie ilustracyjne /arch. RMF FM /

Tragedia rodziny rolników spod Choszczna to gotowy scenariusz filmowy. Kiedyś mieli wielkie i dobrze prosperujące gospodarstwo rolne. W 2002 roku przez grad stracili całe uprawy. Wtedy pożyczkę na korzystnych warunkach zaproponował im Rafał T., syn byłego radnego, właściciela pałacu w Stardzewie. W trakcie spłaty długu T. zmienił zasady gry. Podniósł oprocentowanie z 5 do 30% miesięcznie. Spłatę należności egzekwował wyjątkowo bezwzględnie: biciem i zastraszaniem.

Według ustaleń śledczych, T. miał wywieźć do lasu syna rolnika, przystawić mu pistolet do głowy, kilka razy pociągnąć za spust nienaładowanej broni, a następnie kazać ofierze kopać własny grób. Miał też grozić, że pozabija dzieci Józefowicza, a mięso trafi na rynek w Choszcznie. Zmusił rolnika, by podpisał umowę sprzedaży ziemi i mieszkania, za co rolnik nie dostał ani złotówki. To znęcanie się nad dłużnikiem trwało dwa lata. W tym czasie rodzina Józefowiczów straciła 300 tysięcy złotych, kilkaset świń, zboże, zapasy pestycydów.
Policję zawiadomiono dopiero po nieudanej próbie samobójczej Zbigniewa Józefowicza.

Wtedy na jaw wyszły mroczne sekrety rodziny T. Pojawiły się osoby, które twierdziły, że musiały płacić im haracz. W pałacu w Stardzewie policjanci znaleźli dokumenty dotyczące rzekomych długów innych osób. Po dwóch miesiącach śledztwa prowadząca sprawę prokurator zdecydowała się nie przedłużać tymczasowego aresztu czterem zatrzymanym osobom. Po ich wypuszczeniu świadkowie zaczęli kolejno wycofywać zeznania. Zanim sprawa trafiła do sądu, większość podejrzanych uciekła za granicę, w tym Rafał T. Do kraju wrócił dopiero, gdy otrzymał list żelazny, gwarantujący mu, że w Polsce nie zostanie aresztowany do czasu prawomocnego skazania.

Ten zapadł na początku roku. Wyroki nie były wysokie - od 2 do 4 lat więzienia. Oskarżeni się od nich odwołali. Twierdzą też, że są pomawiani przez Józefowiczów.

APA