​Szefowa polskiego rządu podpisała w Nowym Jorku paryskie porozumienie klimatycznie. Jak wcześniej podkreślała, "spełnia ono nasze oczekiwania". "Wracamy do polityki, która z jednej strony ma chronić klimat, a z drugiej nie uderza w naszą gospodarkę" - powiedziała premier Beata Szydło.

Beata Szydło /Jacek Turczyk /PAP

W ceremonii podpisania porozumienia wzięło udział około 60 szefów państw i rządów.

Beata Szydło zaznaczyła, że w porozumieniu wzięte pod uwagę zostały wszystkie postulaty, na których stronie polskiej zależało: Przede wszystkim to, że specyfika gospodarek narodowych będzie brana pod uwagę, że wszystkie państwa, również te globalne, duże gospodarki, muszą ratyfikować porozumienie. 

Premier zauważyła, że złożenie podpisów to dopiero pierwszy etap, gdyż porozumienie muszą ratyfikować wszystkie państwa. 13 wyspiarskich krajów, jak Tuvalu, Fidżi, Malediwy czy Barbados, zrobiło to od razu w piątek, by dać sygnał, jak poważnie traktują zagrożenia wynikające z ocieplania się klimatu.

Po podpisaniu trzeba wprowadzić te zapisy w życie. Tu jest jeszcze ważna kwestia, o której nie możemy zapominać, jeżeli chodzi o Polskę: kwestia lasów. To jest porozumienie, które, mogę powiedzieć z satysfakcją, spełnia nasze oczekiwania - dodała.

Jako pierwszy złożył podpis prezydent Francji Francois Hollande, który reprezentował w Nowym Jorku kraj goszczący ubiegłoroczną konferencję. Wezwał kraje UE, by ratyfikowały porozumienie do końca 2016 roku, dając innym przykład, tak by weszło ono w życie jak najszybciej. Nasze deklaracje muszą zamienić się w czyny, bo taka jest pilna potrzeba - apelował, przypominając, że według danych klimatologów 11 ostatnich miesięcy pobiło historyczne rekordy wysokich temperatur.

Ogółem pod dokumentem mają w piątek złożyć podpisy przedstawiciele 165 krajów, potem przez rok dokument zostanie otwarty do podpisu przez pozostałe ze 195 krajów, które uczestniczyły w paryskiej konferencji.To historyczny moment. Nigdy wcześniej tak wielka liczba krajów nie podpisała porozumienia międzynarodowego w jeden dzień - powiedział na początku ceremonii sekretarz generalny ONZ Ban Ki Mun. Poprzedni rekord datował się z 1982 roku, kiedy to jednego dnia 119 krajów parafowało konwencję ONZ o prawie morza.

Podczas uroczystości jako ostatni mówca wystąpił hollywoodzki gwiazdor Leonardo di Caprio, zaangażowany w walkę ze skutkami efektu cieplarnianego.

Co jest celem porozumienia?

Celem nowego porozumienia klimatycznego krajów ONZ, które zostało zawarte w Paryżu 12 grudnia ubiegłego roku, jest utrzymanie wzrostu globalnych średnich temperatur na poziomie znacznie mniejszym niż 2 stopnie Celsjusza w stosunku do epoki przedindustrialnej i kontynuowanie wysiłków na rzecz ograniczenia wzrostu temperatur do 1,5 stopnia.

Po piątkowej uroczystości w wielu krajach wymagane będzie jeszcze głosowanie w parlamencie. Porozumienie wejdzie w życie po ratyfikacji przez co najmniej 55 krajów odpowiedzialnych za 55 proc. emisji gazów cieplarnianych wyprodukowanych przez człowieka. Szacuje się, że może to nastąpić w przyszłym roku.

Stany Zjednoczone i Chiny razem odpowiadają za niemal 40 proc. emisji. Oba kraje zapowiedziały, że ratyfikują porozumienie w bieżącym roku

(mal)