"Sprawa Misiewicza jest zamknięta, nie pełni już żadnej funkcji kierowniczej w MON" - powiedziała premier Beata Szydło, poranny, czwartkowy gość TVN24. Kilka dni temu podczas konferencji rzecznika rządu Rafała Bochenka, o Bartłomieja Misiewicza pytał dziennikarz RMF FM Mariusz Piekarski.

Premier Beata Szydło /Radek Pietruszka /PAP

Powiem szczerze, że nie wiem, czy pan Misiewicz pracuje w Ministerstwie Obrony Narodowej. Nie śledzę kariery zawodowej pana Bartłomieja Misiewicza. Wiem tylko, że nie jest rzecznikiem - tak Rafał Bochenek 20 marca opowiedział na pytanie Mariusza Piekarskiego.
Ciężko powiedzieć, czy pani premier akceptuje tę sytuację. Pani premier nie prowadzi polityki kadrowej w każdym resorcie - podkreślił wtedy rzecznik. 

MARIUSZ PIEKARSKI PYTA RZECZNIKA RZĄDU O BARTŁOMIEJA MISIEWICZA

Na początku roku minister obrony Antoni Macierewicz informował, że powiadomi prokuraturę w sprawie "bezprawnych działań" wobec Bartłomieja Misiewicza.

Zawiadomienie miało dotyczyć rozpowszechniania nieprawdziwych informacji na jego temat. Chodziło o wpis na jednym z portali społecznościowych, w którym najbliższy współpracownik ministra obrony miał rzekomo grozić generałowi Waldemarowi Skrzypczakowi degradacją za krytykę działań MON. Profil okazał się fałszywy, a Bartłomiej Misiewicz został wysłany na urlop.

17 marca reporter RMF FM Grzegorz Kwolek pytał w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie o ciąg dalszy tej sprawy. Jak wtedy usłyszał, śledczy nie otrzymali żadnego pisma z MON.

Również biuro prasowe MON 17 marca nie potrafiło odpowiedzieć na pytanie, czy, kiedy i do kogo resort wysłał w tej sprawie powiadomienia. "Czekamy na informację od działu prawnego" - twierdzili wtedy pracownicy biura.

Białystok: Prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa ws. Bartłomieja Misiewicza

W czwartek pojawiła się informacja, że Prokuratura Rejonowa Białystok-Południe odmówiła wszczęcia postępowania ws. Bartłomieja Misiewicza. Chodziło o podejrzenia, że jako rzecznik MON przekroczył uprawnienia. Użył służbowej limuzyny do celów prywatnych.

Prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania wobec braku znamion czynu zabronionego - powiedział rzecznik Prokuratury Okręgowej w Białymstoku Łukasz Janyst.

Zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa złożył w lutym podlaski poseł Nowoczesnej Krzysztof Truskolaski. Powołał się na medialne doniesienia. "Fakt" napisał, że Bartłomiej Misiewicz wykorzystał służbowe auto, żeby pojechać na imprezę w jednym z białostockich klubów. Według publikacji prasowych, 19 stycznia 2017 r., rzecznik MON miał przyjechać "luksusowym BMW" przed jeden z klubów w centrum Białegostoku, w którym potem się bawił. Misiewicz miał przyjechać do klubu limuzyną, mimo że hotel, w którym mieszkał, znajduje się kilkaset metrów od klubu, a pokonanie tej trasy pieszo zajmuje kilka minut.

"Bartłomiej Misiewicz nie przekroczył uprawnień, albowiem działał w ich ramach"


Po tych doniesieniach Krzysztof Truskolaski złożył interpelację do szefa MON Antoniego Macierewicza z prośbą o wyjaśnienia. Zwrócił się też do władz Białegostoku z prośbą o udostępnienie nagrań z monitoringu miejskiego. Białostocka Straż Miejska odmówiła, tłumacząc to tym, że nagrania mogą być przekazane organom ścigania jako dowód w sprawach o przestępstwa i wykroczenia. Składając zawiadomienie poseł wyjaśniał, że robi to po odmowie udostępnienia nagrań, żeby mogła je poznać opinia publiczna.

Po kilku tygodniach badania sprawy prokuratura oceniła, że do popełnienia przestępstwa jednak nie doszło. Pan Bartłomiej Misiewicz nie przekroczył uprawnień, albowiem działał w ich ramach - tłumaczy prok. Łukasz Janyst. Jak wyjaśnił, z dokumentów, które prokuratura uzyskała z resortu obrony (w tym z wewnętrznych przepisów tam obowiązujących) wynika, że Misiewicz - jako szef gabinetu politycznego ministra obrony narodowej - był wyłącznym dysponentem "pojazdu funkcyjnego" z tzw. kartą drogową A. "Bez jakiegokolwiek ograniczenia limitu kilometrów" - dodał Janyst. Prokuratura badała również wątek dotyczący korzystania z ochrony. Ustaliła, że tego dnia nie była Bartłomiejowi Misiewiczowi przyznana ochrona, a funkcjonariusz mu towarzyszący był kierowcą. Prok. Janyst podkreślił, że postanowienie jest prawomocne.

(ug)