Niektóre samochody w Polsce mają ponad tysiąc lat! Takie informacje można znaleźć w bazie Centralnej Ewidencji Pojazdów. Koalicja Prawo do Naprawy zaprezentowała raport dotyczący błędów pojawiających się w danych CEP. To właśnie z tej bazy przedstawiciele oficjalnych instytucji odpowiedzialni za politykę motoryzacyjną w naszym kraju czerpią informacje o krajowym parku samochodowym.

Baza Centralnej Ewidencji Pojazdów miała przyczynić się do usprawnienia sprzedaży i kupna samochodów oraz zmniejszenia skali występowania różnych patologii z tym związanych. Miała stać się również źródłem wiedzy na temat tego, czym jeżdżą Polacy. Tymczasem powstała baza, w której do jednego worka wrzucono zarówno pojazdy jeżdżące, jak i te które istnieją jedynie w sentymentalnej pamięci swoich dawnych właścicieli - mówią twórcy zaprezentowanego właśnie raportu. Zawarte w bazie błędy i nieścisłości mogą doprowadzić do podejmowania błędnych decyzji, które odczują wszyscy obywatele. Poważnie ucierpi na tym również niezależny rynek motoryzacyjny - ostrzegają.

Samochody starsze od motoryzacyjnej legendy


Niektóre dane zebrane w bazach Centralnej Ewidencji Pojazdów odbiegają od rzeczywistości w sposób kuriozalny. Wynika z nich bowiem na przykład, że mamy w Polsce 23 073 pojazdy starsze od motoryzacyjnej legendy, czyli Forda T, pierwszego samochodu produkowanego na taśmie montażowej. Z danych CEP wynika zatem, że w Polsce przechowało się historyczne dziedzictwo światowej motoryzacji, a unikaty, o które powinny starać się muzea z całego świata, można znaleźć w każdym powiecie - mówią twórcy raportu. 

CBA sprawdza przetargi związane z budową i uruchomieniem Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców. Chodzi o działania urzędników MSW w latach 2000-2010. To kolejna kontrola związana z nieprawidłowościami w Centrum Projektów Informatycznych resortu. czytaj więcej

"Widok polskich ulic powinien, z grubsza rzecz biorąc, przypominać Hawanę. W ewidencji znajduje się bowiem 5 milionów pojazdów historycznych, którym przysługują żółte tablice rejestracyjne. Wśród tych aut jest między innymi 38 tysięcy syren. Według CEP jest ich w Polsce więcej niż egzemplarzy wielu współczesnych popularnych aut. Z kolei filarem polskiego transportu jest, wedle bazy CEP, samochód dostawczy marki Żuk. Zarejestrowanych jest bowiem 65 tysięcy takich wehikułów. Nie bez kozery w Egipcie, do którego produkowane w Lublinie samochody niegdyś eksportowano, mawiano, że żuki są jak piramidy - stare, sypią się, ale są" - czytamy w opublikowanym raporcie.

Śmieszne przykłady, poważne konsekwencje


Oczywiście można się śmiać z tych kwitnących od lat w CEP-ie kwiatków. Problem polega jednak na tym, że konsekwencje panującego w państwowym systemie bałaganu są niezmiernie poważne - komentują twórcy raportu. Aż 6,7 miliona nieaktywnych od 8 lat pojazdów, czyli takich, które nie przeszły okresowego badania technicznego, zaśmieca oficjalne bazy Centralnej Ewidencji Pojazdów, tworząc błędne wyobrażenie o parku samochodowym w Polsce, zarówno co do średniego wieku eksploatowanych pojazdów, jak również nasycenia samochodami polskiego rynku.

"Dane CEP, na które niczym na świętą księgę powołują się rozmaite środowiska wyliczając w oparciu o nie różne wskaźniki, wykorzystywane są do kształtowania opinii publicznej, którą alarmuje się informacjami o zalewaniu Polski przez "złom" sprowadzany z Zachodu oraz zagrożeniu bezpieczeństwa ruchu drogowego wynikającego z faktu, że jeździmy najstarszymi samochodami w Europie" - czytamy w raporcie.

Mówiąc krótko, niektóre grupy interesu wymachują obarczonymi poważnymi błędami statystykami, postulując ograniczenie indywidualnego importu używanych aut z zagranicy, co ma wpłynąć rzekomo na odmłodzenie parku samochodowego, a co za tym idzie poprawę bezpieczeństwa czy ograniczenie zanieczyszczenia środowiska - komentują przedstawiciele Koalicji na Rzecz Naprawy.