Pracownik zakładu usług leśnych został zaatakowany przez niedźwiedzia w Stebniku w Bieszczadach. "Poszkodowany ma liczne obrażenia ciała, m.in. przegryzioną prawą dłoń" – mówi nadleśniczy nadleśnictwa Ustrzyki Dolne, Maciej Szpiech.

Zdj. ilustracyjne /Jakub Kaczmarczyk /PAP

W niedzielę pracownik współpracującego z nami zakładu usług leśnych chciał przenieść swoje narzędzia w inne miejsce w lesie. Idąc po nie, nie zauważył, że minął niedźwiedzia. Chwilę później drapieżnik pobiegł za nim i zaatakował go - mówił Szpiech.

Mężczyzna ma liczne obrażenia ciała. Niedźwiedź pogryzł mu m.in. obie nogi, klatkę piersiową i brzuch. Ma też przegryzioną prawą dłoń. Poszkodowanemu po ataku udało się wrócić do samochodu, którym wraz ze znajomym przyjechał do lasu. Obaj wrócili do domu w Moczarach. Zaraz potem przybyło wezwane Lotnicze Pogotowie Ratunkowe - mówił nadleśniczy Szpiech.

Zaatakowany mężczyzna został już wypisany ze szpitala w Sanoku.

W lasach Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych co roku dochodzi co najmniej do kilku ataków niedźwiedzi na ludzi. Ofiarami zazwyczaj padają zbieracze poroży jelenich lub osoby fotografujące dziką przyrodę. W październiku 2014 roku w Olszanicy w Bieszczadach niedźwiedź zabił mężczyznę.

Od początku lat 70. XX wieku niemal dziesięciokrotnie wzrosła liczebność niedźwiedzi na Podkarpaciu. Obecnie żyje tutaj największa w Polsce populacja tych zwierząt.

W południowo-wschodniej Polsce, głównie w Bieszczadach, Beskidzie Niskim i na Pogórzu Przemyskim bytuje ok. 150 tych drapieżników.

(mpw)