Zawyły alarmowe syreny, a na stacji metra słychać też było specjalne komunikaty. Na miejscu pojawiło się kilkadziesiąt wozów różnych służb. To tylko część ćwiczeń Krajowego Systemu Wykrywania Skażeń i Alarmowania.

Scenariusz ćwiczeń zakładał atak terrorystyczny z użyciem silnie toksycznej substancji chemicznej w pociągu metra i na peronie /Bartłomiej Zborowski /PAP

Atak chemiczny na jeden z wagonów warszawskiego metra! Poszkodowanych 80 osób! Na takie zgłoszenie zareagowali nocą żołnierze, strażacy, ratownicy medyczni, żandarmi, policjanci i strażnicy miejscy. To tylko jeden z elementów ćwiczeń „Patrol 15”, które rozpoczęły się przed pierwszą w nocy. Działania na stacji Warszawa Stadion trwały blisko dwie godziny.   

Im gorzej – tym lepiej!

Posłuchaj relacji reportera RMF FM Romualda Kłosowskiego

Dosyć nietypowy obiekt o szczególnym znaczeniu. W końcu tysiące osób codziennie podróżuje metrem – wyjaśnia starszy kapitan Karol Kierzkowski z mazowieckiej straży pożarnej. Gdy dopytujemy, co będzie, gdy ćwiczenia nie pójdą po myśli służb, Kierzkowski odpowiada, że „im gorzej – tym lepiej”. W ćwiczeniach chodzi przecież o wykrycie możliwych błędów podczas potencjalnych akcji. To nie mogą być pokazy – dodaje.

Chodzi o zgranie działań różnych służb – dodaje aspirant sztabowy Mariusz Mrozek ze stołecznej policji. Czym innym jest rozpisanie tego na papierze, a czym innym realne działanie. Docieramy się i sprawdzamy, czy nie są niezbędne żadne korekty naszych procedur - tłumaczy.

Przy stacji metra Warszawa Stadion pojawiło się w nocy kilkanaście wozów bojowych straży pożarnej, kilkanaście samochodów policji, kilka aut żandarmerii, straży miejskiej i kilka karetek. Do tego były specjalistyczne wojskowe wozy służb rozpoznania skażeń. W akcji brało udział dwustu funkcjonariuszy różnych służb. W statystów wcieliło się 80 żołnierzy pierwszej warszawskiej Brygady Pancernej.

Wybraliśmy godziny nocne, by jak najmniej utrudniać życie warszawiakom, choć okoliczni mieszkańcy mogli słyszeć hałas – wyjaśnia rzecznik akcji, podpułkownik Artur Goławski z Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych.

"Ćwiczenia nie mają nic wspólnego z wydarzeniami w Europie Zachodniej"

W sumie przedstawiciele różnych służb przez trzy dni walczyli z zagrożeniami chemicznymi, radiacyjnymi i biologicznymi. Poza reakcją na zagrożenia w terenie – żołnierze, żandarmi, policjanci czy strażacy – mieli też do przećwiczenia kilkadziesiąt wirtualnych zagrożeń.

Działania były zaplanowane dużo wcześniej i wbrew pozorom nie mają nic wspólnego z wydarzeniami w Europie Zachodniej  – mówi Goławski. Podobne ćwiczenia odbywają się co trzy lata. Poprzednie odbyły się przed Mistrzostwami Euro 2012. Tegoroczne są przygotowaniem do przyszłorocznego, lipcowego szczytu NATO w Warszawie.

(mpw)