Obie wersje oświadczenia majątkowego Włodzimierza Cimoszewicza są takie same, w żadnej nie ma informacji o akcjach PKN Orlen – twierdzi ABW. Chodzi o oświadczenie majątkowe za 2001 rok, zamieszczone na stronach Sejmu, i to znalezione w domu Anny Jaruckiej.

Wczoraj rzeczniczka ABW Magdalena Stańczyk informowała, że oświadczenie znajdowało się w Agencji. Dziś sprecyzowała, że dokument został przekazany do Ministerstwa Spraw Zagranicznych, gdzie miał trafić kilka tygodni temu. Resort odmawia komentarzy w tej sprawie.

Gdyby oświadczenie majątkowe Cimoszewicza ujrzało światło dzienne w takiej wersji, jak opisuje je jego była asystentka, mogłoby to pogrzebać marszałka. Oznaczałoby to, że nie tylko skłamał, ale i dopuścił się fałszerstwa dokumentów – uważa Antoni Macierewicz z sejmowej komisji śledczej. Dodatkową weryfikacją będzie przesłuchanie Jaruckiej, a także zapewne Cimoszewicza i szefa ABW. Nie można wykluczyć również, że dojdzie do konfrontacji zeznań. Anna Jarucka to wieloletnia pracownica różnych instytucji rządowych, m.in. kancelarii premiera i ministerstwa spraw zagranicznych.

Roman Giertych z sejmowej komisji śledczej uważa, że przeszukanie mieszkania Jaruckiej przez ABW nie było przypadkowe. Agencja chciała w ten sposób chronić Cimoszewicza – twierdzi poseł. - Słyszałem, że wniosek o przeszukanie mieszkania pani Jaruckiej podpisał pułkownik Bieszyński - mówi Giertych i dodaje, że to tylko potwierdziłoby jego tezę. Płk Ryszard Bieszyński to były szef zarządu śledczego UOP i ABW. To właśnie jemu jako pierwszemu postawiono zarzut przekroczenia uprawnień przy zatrzymaniu byłego prezesa PKN Orlen, Andrzeja Modrzejewskiego.

Włodzimierz Cimoszewicz nigdy nie zmieniał swojego oświadczenia majątkowego – twierdzi Katarzyna Piekarska, szefowa jego sztabu wyborczego. To reakcja na rewelacje byłej asystentki Cimoszewicza, która utrzymuje, że zmieniła oświadczenie majątkowe marszałka. czytaj więcej

Jeżeli okaże się, że marszałek kłamał pod przysięgą, może to dla niego oznaczać koniec kariery politycznej. Konsekwencje mogą być o wiele poważniejsze, niż przy tzw. sprawie magistra. Chodzi o wyższe wykształcenie Aleksandra Kwaśniewskiego, o którego posiadaniu przyszły prezydent przekonywał podczas kampanii prezydenckiej 10 lat temu. O istnieniu dyplomu Kwaśniewskiego zapewniała wówczas także Danuta Waniek.

Sztab Kwaśniewskiego mówił wtedy o „podłych oszczerstwach”. Podobna retoryka pojawiła się także w oświadczeniu Katarzyny Piekarskiej, szefowej sztabu wyborczego Cimoszewicza. - To, czego się obawialiśmy, właśnie ma miejsce. Brudna kampania trwa - mówiła Piekarska.

Przypomnijmy. Dwa tygodnie temu marszałek, zeznając pod przysięgą przed komisją śledczą, przyznał, że nie wpisał do oświadczenia majątkowego za 2001 rok informacji o udziałach w PKN Orlen na skutek nieświadomego błędu. Tezie tej przeczy Anna Jarucka, która twierdzi, że dane te znalazły się w pierwszej wersji oświadczenia Cimoszewicza. Marszałek miał jednak nakazać współpracownicy usunięcie ich. Zgodnie z prawem jednak, zmiana raz złożonego oświadczenia majątkowego jest niemożliwa.

Jarucka utrzymuje też, że stare oświadczenie zabrała jej ABW podczas przeszukania mieszkania na początku roku. Te informacje potwierdza rzeczniczka Agencji, Magdalena Stańczyk. ABW twierdzi jednak, że przeszukanie w domu Jaruckiej nie miało nic wspólnego z osobą Cimoszewicza.

Rewelacjom byłej asystentki Cimoszewicza zaprzecza szefowa jego sztabu wyborczego, nazywając je „ordynarną prowokacją”. Sam Cimoszewicz ma się dziś wypowiedzieć podczas konferencji prasowej. Komisja śledcza chce natomiast w najbliższy wtorek przesłuchać jego byłą asystentkę.