Obrażenia na ciele mogły powstać w wyniku ataku samca dzika - takie są wnioski po sekcji zwłok 85-letniej kobiety, która zmarła w Kurozwękach w Świętokrzyskiem. Przyczyną śmierci były rozległe rany szarpane, które doprowadziły do wewnętrznego krwawienia - ustaliła dziennikarka RMF FM, Agnieszka Wyderka.

Zdjęcie ilustracyjne / Tomasz Waszczuk /PAP

Wciąż nie wiadomo czy dzik, który zaatakował kobietę, był jednym ze zwierząt, które uciekły z minizoo przy pałacu w Kurozwękach. Po ataku odstrzelono 170-kilogramowego odyńca, który był w pobliskim lesie i teraz trzeba sprawdzić, czy to on rzucił się na kobietę oraz czy pochodził z pałacowej hodowli.

Żeby wyjaśnić tę kwestię, potrzebne jest porównanie DNA dzika ze śladami DNA z ciała kobiety - mówi pełniąca funkcję zastępcy prokuratora rejonowego w Staszowie, Ewa Wielgus. Na tym etapie śledztwa mogę tylko powiedzieć, że trwają przesłuchania świadków, pracowników pałacu i innych osób, które mogą mieć informacje na temat zdarzenia. Ustalamy także okoliczności śmierci kobiety - dodaje. W tej chwili nie wiadomo, czy ktokolwiek będzie odpowiadał za śmierć kobiety.

Dramat rozegrał się w sobotę. Starsza kobieta wybrała się na spacer, a gdy długo nie wracała, zaczął jej szukać syn. Mężczyzna znalazł poranioną matkę w odległości około 400 metrów od zabudowań pałacu i niedaleko lasu. Kobieta zdążyła powiedzieć, że zaatakował ją dzik.

Wezwani na miejsce ratownicy medyczni nie zdołali uratować 85-latki. W pobliżu miejsca zdarzenia policjanci znaleźli dzika i wezwali myśliwego, który odstrzelił odyńca.

Wiadomo, że wcześniej z minizoo przy pałacu w Kurozwękach przez uszkodzone ogrodzenie uciekły zwierzęta.

(abs)