„To była bardzo skomplikowana operacja. 4 godziny rzeźbiliśmy ręce, od palców po łokcie. (…) Udało się położyć przeszczep na obu przedramionach i na lewej nodze” – mówi chirurg Tadeusz Sokala, który operował 7-letniego Maurycego. Chłopiec przeżył pożar domu w Dusznikach Wielkopolskich. Ma poparzone 35 proc. ciała, ale jego stan zdrowia będzie się poprawiać – oceniają lekarze.

Dom 7-letniego Maurycego w Dusznikach Wielkopolskich /Jakub Kaczmarczyk /PAP

Maurycy przeszedł w piątek pierwszy przeszczep skóry. To była bardzo skomplikowana operacja. 4 godziny rzeźbiliśmy ręce, od palców po łokcie, starając się usunąć martwą tkankę, a jednocześnie nie uszkodzić zdrowej. Udało się położyć przeszczep na obu przedramionach i na lewej nodze - mówi chirurg Tadeusz Sokala ze szpitala w Szczecinie-Zdrojach.

Jak dodaje, najważniejsze było usunięcie martwicy. Im większy procent tkanki uda się usunąć, o tyle lepszy będzie stan zdrowia pacjenta. Jego organizm nie będzie zatruwany. Stan chłopca powinien się już tylko poprawiać - dodaje. W poniedziałek lekarze zdejmą dziecku opatrunki, za tydzień zaczną planować kolejny zabieg.

Maurycy jest w stanie tzw. płytkiej sedacji - jest znieczulony i śpi. Jest zaintubowany i podłączony do respiratora, stara się jednak oddychać samodzielnie. 7-latek ma poparzone 35 proc. ciała, w tym ręce, nogi, barki i twarz.

W pożarze, który wybuchł w poniedziałek w nocy zginęło dwóch braci Maurycego. Z płomieni ojciec chłopca zdołał uratować dwie córki.



(dp)