Prawie 250 milionów złotych - tyle wynosi zadłużenie firm budujących autostrady wobec podwykonawców. Pieniędzy za swoją pracę nie otrzymało nawet kilka tysięcy osób. Problem na wszystkich 112 kontraktach drogowych dotyczy co najmniej 235 firm.

Nawet kilkaset firm budowlanych mogło zostać oszukanych przy budowie autostrad. Chodzi przede wszystkim o podwykonawców z budowy A2 między Łodzią a Warszawą, ale też o firmy pracujące przy budowie tras A1 i A4. Dziurawe przepisy spowodowały, że podwykonawcy, którym nie zapłacono, "zostali na... czytaj więcej

Chodzi o 140 usługodawców i 95 podwykonawców. Problem może być jednak dużo większy, bo to tylko firmy, które zgłosiły się same do drogowej dyrekcji. Nie wiadomo jednak, ile firm jeszcze w ogóle nie upomniało się o swoje pieniądze, bo nie mają żadnego potwierdzenia, że na przykład przywieźli kruszywo lub piach na budowę.

Minister transportu zapowiada jednak pomoc dla oszukanych przedsiębiorców. Sławomir Nowak obiecuje, że nowa ustawa pozwoli Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad wypłacić zaległe pieniądze. Po prawomocnym orzeczeniu sądu, jeżeli ten podwykonawca uzyska prawomocny nakaz zapłaty za swoją wykonaną pracę, czyli sąd potwierdzi, że ta praca została wykonana. Strona publiczna zamawiających, która do tej pory nie mogła tego zrobić, to na podstawie nowej ustawy to zrobi - mówił dzisiaj gość Kontrwywiadu RMF FM.

Wtedy państwo, czyli drogowa dyrekcja, ustawi się w kolejce wierzycieli upadłych firm drogowych. Dziś bez zmiany prawa państwo nie może przejąć zobowiązań wykonawców, bo już raz zapłaciło za budowę drogi. Najtrudniej będzie pomóc tym podwykonawcom, którzy nie mają żadnej umowy ani nawet faktury.

Pracownicy Generalnej Dyrekcji, jak zapewnia Sławomir Nowak, mają pomóc im zebrać jakiekolwiek dowody w tej sprawie - choćby zeznania ochrony lub dozorcy, że na przykład ciężarówki danej firmy wjeżdżały na plac budowy.

"Propozycje Sławomira Nowaka to gra na zwłokę i czcze obietnice"

Podwykonawcy z niesławnego odcinka C autostrady A2 bardzo krytycznie oceniają propozycje ministra Nowaka. Jak mówią, wielu z nich już ma wypis sądu upadłościowego i dokumenty potwierdzające wykonywanie prac, dostarczanie materiałów i wypożyczanie maszyn. Mamy faktury, pokserowane strony z dziennika budowy i też nam GDDKiA nie chce wypłacić. Teraz mamy udowadniać, że nie jesteśmy garbaci - mówili rozżaleni podwykonawcy reporterowi RMF FM Mariuszowi Piekarskiemu.

Dziś budowniczy A2 zebrali się w Sochaczewie, by uzgodnić kolejne kroki, jakie podejmą w walce o zaległe wynagrodzenia.

Na razie mówią o serii ogłoszeń w prasie. Chcą pokazać wszystkim, w jak dramatycznej sytuacji się znaleźli. Domagają się również spotkania z ministrem Nowakiem, by przedyskutować jego dzisiejsze propozycje. My próbujemy od czterech dni dobić się do pana ministra przez sekretariat. Cztery dni upłynęły, nikt łaskawie nawet do nas nie oddzwonił, nie poinformował, czy pan minister zechce się z nami spotkać, czy nie. Widać, że totalnie nas olewa - oceniają podwykonawcy.Nie ufają ministrowi transportu, bo ten twierdzi, że będzie musiał drugi raz wypłacać pieniądze za budowę tej samej drogi. Jak mówią, Generalna Dyrekcja powinna zapłacić za ich pracę z gwarancji bankowej, gwarancji należytego wykonania kontraktu. Nie chcemy pieniędzy podatników. Chcemy wziąć pieniądze, które DSS zdeponował w generalnej dyrekcji. To się nazywa gwarancja należytego wykonania umowy. To gotówka, która leży na stole - mówią.

Protest podwykonawców rozszerza się. Do 20-30 osób oszukanych na A2 dołączyło też kilku z autostrady A1.