Poprawia się stan 13-letniej Dominiki ranionej nożem przez rówieśniczkę. Dziewczynka z obrażeniami twarzy i szyi trafiła wczoraj do szpitala dziecięcego w Krakowie - Prokocimiu. Przeszła tam dwugodzinną operację.

Uczniom z krakowskiego gimnazjum, gdzie 13-latka nożem poważnie raniła rówieśnicę, została zapewniona opieka psychologiczna. Policja ustala okoliczności zdarzenia i przyczyny agresywnego zachowania dziewczyny. Kuratorium sprawdza z kolei, czy winę za zaistniała sytuację ponosi dyrektor szkoły -... czytaj więcej

Lekarze już wybudzili dziewczynkę po operacji. 13-latka czuje się - jak na swój stan - w miarę dobrze. Rozmawia z lekarzami i rodzicami, dopytuje, co się z nią działo zaraz po wypadku w szkole. Kilkanaście najbliższych godzin spędzi jednak jeszcze na oddziale intensywnej terapii - lekarze muszą mieć pewność, że do ran nie wdarło się zakażenie. Dopiero po zmianie opatrunków zapadnie decyzja o tym, czy Dominikę można już przewieźć na zwykły oddział.

Do ataku doszło na szkolnym korytarzu podczas przerwy. Dyżurowali tam, jak zwykle, nauczyciele. Nagle uczennica I klasy gimnazjum wyjęła nóż i raniła nim swoją koleżankę. Wszystko to wydarzyło się w ułamku sekundy, nauczyciele nie mieli czasu, by zareagować i powstrzymać napastniczkę - wyjaśniała rzeczniczka Kuratorium Oświaty w Krakowie Aleksandra Nowak.

Rodzicom uczniów trudno zrozumieć jak mogło do tego dojść i dlaczego dziewczyna przyniosła do szkoły nóż. Uważają, że nastolatka nie powinna już wrócić do tej placówki.

Prawdopodobnie miała jakieś problemy psychiczne. Nie powinno jej tu być. Mam trójkę dzieci w tej szkole. Ich bezpieczeństwo jest dla mnie najważniejsze. Dziewczyna powinna być leczona i znaleźć się w odpowiednim miejscu - mówią rodzice w rozmowie z reporterem RMF FM.

O tym co dalej stanie się z gimnazjalistką zdecyduje sąd rodzinny. Sędzia może ją umieścić w szpitalu na obserwacji, albo odesłać do zakładu poprawczego.

Policja przyznaje, że nie zna jeszcze przyczyn ataku. Napastniczka została zatrzymana i przesłuchana Motywów agresywnego zachowania nie domyśla się także dyrekcja szkoły.