13 grudnia nie jest dobrym dniem do odbycia debaty w Parlamencie Europejskim w sprawie praworządności w Polsce - twierdzi Janusz Zemke. Europoseł SLD zapowiedział, że w poniedziałek złoży wniosek o przesunięcie ustalonego w mijającym tygodniu terminu tej debaty.

/Zdj. ilustracyjne /Archiwum RMF FM


Janusz Zemke argumentuje, że 13 grudnia, czyli rocznica wprowadzenia w Polsce stanu wojennego, to dla wielu Polaków "dramatyczny moment w historii". Ten dzień bardzo dzieli nasze społeczeństwo - podkreślił w rozmowie z dziennikarzem RMF FM Krzysztofem Zasadą.

Obawiam się - dodał Janusz Zemke - że w Polsce kłótnia o samą datę zdominuje treść debaty w Parlamencie Europejskim, że nie będzie ważne, co będzie się mówiło o próbach łamania praworządności w Polsce, tylko to będzie debata u nas, dlaczego zorganizowano to 13 grudnia.

W poniedziałek polityk ma zgłosić wniosek na posiedzeniu swej frakcji w Europarlamencie o przesunięcie debaty o jeden dzień - z wtorku na środę.

O włączeniu do porządku obrad PE w Strasburgu debaty na temat praworządności w Polsce zdecydowała w czwartek po południu Konferencja Przewodniczących, czyli liderzy frakcji politycznych i przewodniczący europarlamentu.

Będzie to czwarta w tym roku debata PE na temat Polski. 

Jak wyglądały wcześniejsze debaty dot. Polski?

Ostatnia debata o stanie praworządności w Polsce odbyła się w Parlamencie Europejskim we wrześniu. W październiku europosłowie debatowali o sytuacji kobiet w naszym kraju w związku z trwającymi wówczas pracami w Sejmie nad propozycjami zaostrzającymi prawo dotyczące aborcji.

W styczniu Komisja Europejska wszczęła wobec Polski procedurę w sprawie praworządności w związku z kryzysem wokół Trybunału Konstytucyjnego. W czerwcu wydała opinię krytyczną wobec polskich władz, a pod koniec lipca opublikowała rekomendacje, zalecając rządowi m.in. opublikowanie i zastosowanie się do wszystkich wyroków TK. Polski rząd odpowiedział 27 października na te zalecenia, oświadczając, że są one niezasadne i nie widzi prawnych możliwości ich wdrożenia.

Rekomendacje KE były drugim etapem procedury praworządności. Jeśli Komisja uzna, że odpowiedź polskiego rządu nie jest zadowalająca, mogłaby przejść do trzeciego etapu procedury, czyli uruchomienia artykułu 7 unijnego traktatu i wniosku do Rady UE o stwierdzenie zagrożenia dla praworządności w Polsce. Wniosek taki może zgłosić także Parlament Europejski.

Artykuł 7 umożliwia w ostateczności nałożenie sankcji na kraj członkowski, w tym zawieszenie prawa głosu tego kraju. Wymaga to jednak jednomyślnego uznania przez przywódców państw unijnych (bez kraju, którego dotyczy problem), że zasady rządów prawa są naruszane.


(j.)