Policja już postawiła zarzuty górnikom, którzy wczoraj brali czynny udział w zamieszkach przed gmachem Sejmu. Zarzuty czynnej napaści na funkcjonariusza policja skierowała do 35 górnikom spośród 69 zatrzymanych wczoraj, grozi za to nawet do 8 lat więzienia.

Dwóm górnikom policja zarzuciła znieważenie lub grożenie funkcjonariuszom. Obecnie trwają przesłuchania pozostałych zatrzymanych. Stołeczna policja zbiera materiały dowodowe (m.in. z monitoringu) i oblicza straty, które poniosła podczas starć z górnikami. Będziemy występować do organizatorów o pokrycie tych strat - zapowiedział rzecznik komendanta stołecznego policji Mariusz Sokołowski. Wyjaśnił, że zniszczonych zostało m.in. kilka radiowozów, dwie więźniarki, mundury, kaski policyjne. Według szacunków policji, straty w sprzęcie to ponad 98 tys. zł.

Do Warszawy przybyło we wtorek rano ok. 5,5 tys. górników, aby manifestować przed Sejmem w obronie prawa górników do emerytury po 25 latach pracy pod ziemią. Mimo apeli organizatorów manifestacji o spokój, doszło do zamieszek. W kierunku policjantów poleciały petardy, świece dymne i metalowe nakrętki. Część protestujących przewróciła barierki chroniące parlament. Policja użyła armatki wodnej, gazu łzawiącego i skierowała pod Sejm dodatkowe siły. Rannych zostało 11 policjantów i siedmiu górników.

Włodzimierz Cimoszewicz zdecydował, że Sejm zajmie się pracami nad ustawą pozostawiającą górnikom obecne przywileje emerytalne. Marszałek zmienił zdanie w tej sprawie. Wcześniej pod wpływem zamieszek chciał zerwać umowę zawartą ze związkowcami. czytaj więcej