Pomysł dobry, ale… nie w polskich realiach. Tak w skrócie można podsumować rozporządzenie minister Katarzyny Hall dotyczące dwóch godzin WF.

Miało być tak. Uczeń miał wybierać, jakie dyscypliny sportu, czy rekreacji go interesują. Szkoła zapewnić grupy. To wszystko miało sprawić, że uczniowie będą chętniej uczestniczyć w zajęciach. A jak jest? Większość szkół nie wprowadziła w życie, bo – po pierwsze, rozporządzenie ukazało się w połowie sierpnia, a arkusze organizacji roku szkolnego powstały do końca kwietnia. Po drugie – mało, która szkoła ma odpowiednie zaplecze.

Mamy małą salę gimnastyczną wielkości boiska do siatkówki. Bywa, że ćwiczą na niej dwie, a nawet trzy grupy. Hałas jest tak duży, że nie da się w cywilizowanych warunkach prowadzić zajęć. Przeważnie jedna z grup wychodzi na korytarz i rozkłada stoły do ping ponga. Do tego dysponujemy starym, zniszczonym boiskiem asfaltowym. Nie opłaca się go naprawiać, a na nowe na razie nie mamy przyznanych pieniędzy. To realia szkoły podstawowej nr 2 w Lublinie. Nie bardzo potrafię sobie wyobrazić jak w tych realiach dzielić WF według uznania uczniów - mówi Halina Wierzchowska, dyrektorka szkoły. Można pomyśleć o innych formach, ale jak to zgrać z planem lekcji, żeby dzieci nie musiały drugi raz przychodzić do szkoły.

U nas w gimnazjum połowa uczniów jest z poza rejonu. Rodzice nie zgodziliby się na dodatkowe przyjazdy. Rozwiązaliśmy sprawę na miarę naszych możliwości. Pierwsza godzina WF to obowiązkowy basen dla wszystkich. Druga - przed każdą lekcją dzieci z nauczycielem ustalają, na jakie zajęcia mają w tym momencie ochotę. Jeśli na jednych jest siatkówka, to na następnych np. piłka nożna. Inaczej nie można było tego rozwiązać, mówi Barbara Warda dyrektorka Gimnazjum nr 16 w Lublinie. Nie do końca jest to z duchem rozporządzenia? - zapytałem. Mimo że jak na lubelskie warunki mamy bardzo dobre zaplecze sportowe, to z drugiej strony jesteśmy największym gimnazjum w województwie. Uczy się u nas blisko 900 uczniów. Nie da się wszystkiego pogodzić. Niech pan mi powie jak można to inaczej zrobić? - dodała. Na szczęście mamy dużo wszelkiego rodzaju sportowych zajęć poza lekcyjnych i jeśli ktoś nie jest do końca zadowolony może się zapisać do konkretnej sekcji.

Inną kwestią jest, że rozporządzenie zostało podpisane zdecydowanie za późno - mówi Elżbieta Satowska, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 30 w Lublinie. Owszem mówiło się, że ministerstwo ma pomysł, ale mówienie to nie dokument. Arkusz pracy szkoły na nowy rok szkolny musieliśmy zrobić do 30 kwietnia. Do tego czasu nie było dokumentu na podstawie, którego mogłabym zmienić zasady przeprowadzania zajęć z WF. W szkole uczy się 700 uczniów. Cały plan lekcji trzeba by wywrócić do góry nogami. Będziemy się zastanawiać jak rozporządzenie wprowadzić w życie w przyszłym roku, ale nie dało się tego dobrze zrobić w dwa tygodnie.

Na szczęście rozporządzenie nie jest obligatoryjne, jest w nim zapis "w miarę możliwości".

Teoria ministerialna kontra szkolne realia.