"W czasie przeszukania domku letniskowego rodziny Kiszczaków w Wiknie na Mazurach nie znaleziono żadnych dokumentów, których ukrywanie jest zabronione" - głosi komunikat IPN. Śledczy sprawdzali, czy w daczy generała nie ma SB-eckich dokumentów, które zgodnie z prawem powinny zostać przekazane Instytutowi Pamięci Narodowej.

Przeszukanie domu letniskowego Czesława Kiszczaka /Piotr Bułakowski /RMF FM

Prokurator IPN w asyście pięciu stołecznym policjantów sprawdzał pomieszczenia niewielkiego, jednopiętrowego domu w Wiknie nad jeziorem Omulew w województwie warmińsko-mazurskim.

Posiadłość leży kilkadziesiąt metrów od jeziora. Ogrodzona jest wysokimi drzewami, które zasłaniają niemal cały drewniany dom. 

Przedstawiciel IPN i policjanci przebywali w domu Kiszczaków nieco ponad godzinę, zaglądali też pod tuje otaczające posesję.

Funkcjonariusze zakończyli przeszukiwanie domu letniskowego gen. Kiszczaka

Funkcjonariusze wychodząc z przeszukania mieli ze sobą małą reklamówkę, w której były 2 koperty i plecaki. Policjanci przeszukali także krzaki i teren wokół domku letniskowego - donosił z miejsca nasz reporter Piotr Bułakowski. IPN poinformował już jednak, "w wyniku przeprowadzonych czynności nie ujawniono dokumentów podlegających przekazaniu do Instytutu Pamięci Narodowej".

Wcześniej rzeczniczka IPN Agnieszka Sopińska-Jaremczak w komunikacie umieszczonym na stronie Instytutu poinformowała: Dzisiaj prokurator Instytutu Pamięci Narodowej w asyście Policji podejmuje na terenie należącej do zmarłego Czesława Kiszczaka działki letniskowej w miejscowości Wikno na Mazurach czynności procesowe mające na celu poszukiwanie dokumentów podlegających na mocy art. 28 ustawy o IPN przekazaniu do zasobu archiwalnego Instytutu Pamięci Narodowej. 

Jak poinformowała, "czynności te prowadzone są w ramach śledztwa sygn. S 64/15/Zi w sprawie ukrycia przez osobę do tego nieuprawioną dokumentów podlegających przekazaniu Instytutowi Pamięci Narodowej, tj. o czyn z art. 54 ust. 1 ustawy o IPN".

"Nawet jeśli Kiszczak coś tu wywiózł, to pewnie się to spaliło w pożarze"

Wikno to niewielka wieś pod Nidzicą, w której więcej jest domów letniskowych, niż całorocznych. Dom Kiszczaków stoi nad samym brzegiem jeziora, jest otoczony innymi domami teraz zamkniętymi na głucho. Domy ma tu wielu warszawiaków, niektórzy zaglądają tu przez cały rok. Jeden z takich mieszkańców powiedział PAP przed opublikowaniem komunikatu IPN, że "szczerze wątpi w to, by cokolwiek udało się tu znaleźć". Nawet jeśli Kiszczak coś tu wywiózł, to pewnie się to spaliło w pożarze, który wybuchł tu kilka lat temu - dodał.

Kiszczak miał drewniany dom w Wiknie od wielu lat. 2 sierpnia 2010 r. (tj. dokładnie w 21. rocznicę objęcia przez Kiszczaka stanowiska premiera, na którym po 15 dniach zastąpił go Tadeusz Mazowiecki) na daczy wybuchł pożar. Strawił on nie tylko budynek, ale również garaż i dwa samochody. Nikt nie ucierpiał, ale z wnętrza domu, jak oceniał właściciel, praktycznie nic nie udało się uratować.

Po pożarze prowadzono śledztwo, w którym biegli oceniali, że źródłem ognia mogło być jedno z aut, stojące w garażu. Nie znaleziono jednak śladów zwarcia instalacji elektrycznej wozu ani dowodów na umyślne podpalenie. Dlatego Prokuratura Rejonowa w Nidzicy umorzyła śledztwo w tej sprawie.

Kiszczakowie po pożarze odbudowali dom w Wiknie. Ten obecny także jest drewniany, ma kamienną podmurówkę. Posesja jest ogrodzona, furtki są zamknięte na klucz.

W willi Kiszczaków znaleziono rękopisy, maszynopisy i fotografie

Prezes Instytutu Pamięci Narodowej ujawnił na konferencji prasowej w środę, że wśród dokumentów znalezionych we wtorek w warszawskiej willi gen. Czesława Kiszczaka są rękopisy, maszynopisy i fotografie - w sumie sześć pakietów. Prokurator IPN wraz z policjantami wszedł do domu Kiszczaka, po tym jak wdowa po generale przyniosła do IPN SB-ecką notatkę ze spotkania TW Bolkiem z 1974 roku. Oświadczyła, że w domu ma więcej takich dokumentów. Za ich przekazanie IPN zażądała 90 tysięcy złotych.

W środę grupa prokuratorów rozpoczęła formalne oględziny zabezpieczonej dokumentacji z udziałem specjalistów, ekspertów i archiwistów - powiedział prezes IPN Łukasz Kamiński. Zapowiedział też, że odnaleziona dokumentacja zostanie udostępniona na podstawie procedur określonych w ustawie o IPN.

Prokurator IPN Tomasz Kamiński zapowiedział, że dopiero po zakończeniu oględzin dokumentów zabezpieczonych w domu gen. Kiszczaka, będzie można powiedzieć, czy są to oryginały, czy też nie. Dopiero wtedy należy się spodziewać informacji na temat samej treści dokumentów.

Przeszukanie domu letniskowego gen. Kiszczaka /RMF FM

(j., mal)