Sędzia Wojciech Łączewski nadal jest referentem w sprawie przedsiębiorcy, który wytoczył proces Trybunałowi Konstytucyjnemu. Sprawa została jednak zawieszona.

Wojciech Łączewski /Marcin Obara /PAP/EPA

Wojciech Łączewski to ten sam, który skazał na karę więzienia Mariusza Kamińskiego. Na czerwcowej rozprawie w sprawie przedsiębiorcy Marka Jarockiego chciał wyjaśnić, czy prawidłowe jest pełnomocnictwo prawniczki Trybunału, udzielone właśnie przez Julię Przyłębską. Poddał tym samym legalność wyboru prezes TK. Ta decyzja wywołała oburzenie między innymi ministra sprawiedliwości i pani premier.

Sprawa miała wrócić na wokandę za kilka dni. Łączewski otrzymał zaś dziś decyzję, że Sąd Rejonowy uznał się za niewłaściwy do jej rozpatrzenia i skierował sprawę do sądu wyższej instancji, czyli do Sądu Okręgowego. Tam zajmie się nią już inny sędzia.

Sprostowanie

Nieprawdziwa jest informacja zawarta w artykule zamieszczonym na łamach portalu internetowego rmf24.pl z dnia 17 lipca 2017. Pt. "Odroczył proces, poddał w wątpliwość wybór prezesa TK. Został odsunięty od sprawy", że Sędzia Wojciech Łączewski nie będzie już orzekał w sprawie przedsiębiorcy, który wytoczył proces Trybunałowi Konstytucyjnemu. Pan Sędzia Łączewski nadal jest Referentem w wymienionej sprawie. Przedmiotowa sprawa nie została przekazana do sądu wyższej instancji, czyli Sądu Okręgowego, nadal toczy się przed Sądem Rejonowym dla Warszawy- Śródmieścia w Warszawie, w którym aktualnie jest zawieszona.

Wątpliwości Łączewskiego

Sąd musi mieć pewność, że Trybunał Konstytucyjny jest właściwie reprezentowany - tłumaczył w czerwcu reporterowi RMF FM sędzia Wojciech Łączewski. Stwierdził, że wciąż nie ma odpowiedzi na pytanie prawne skierowane do Sądu Najwyższego. Chodzi o rozstrzygnięcie, czy Julia Przyłębska została wybrana prawidłowo na prezesa Trybunału Konstytucyjnego i czy sąd powszechny w ogóle może oceniać tę kwestię. Do tego czasu decyzja o przyznaniu lub nieprzyznaniu odszkodowania przedsiębiorcy nie może zapaść.

Najpierw Sąd Najwyższy musi rozwiać wątpliwości, bo gdyby uznał, że jednak Przyłębska nie jest prezesem Trybunału, cały proces należałoby powtórzyć. 

Przedsiębiorca kontra TK

Proces chciał wytoczyć Trybunałowi Konstytucyjnemu prywatny przedsiębiorca z Tychów Marek Jarocki. Jak relacjonował w rozmowie z reporterem RMF FM, cała sprawa rozpoczęła się od złożenia przez niego skargi konstytucyjnej, "którą rozpoznali sędziowie wybrani przez PiS - ci tzw. dublerzy" Odmówili jej rozpoznania - dodaje.

W tej sytuacji Marek Jarocki uznał, że orzeczenie wydane przez TK w jego sprawie "jest nielegalne, bo wydane przez osoby nieuprawnione do orzekania".

Taki pozew złożyłem, żądając odszkodowania za to, że orzekały w mojej sprawie osoby niebędące sędziami- powiedział naszemu dziennikarzowi.

Sąd przyjął mój pozew do rozpoznania. Dzisiaj była pierwsza rozprawa, (...) ale sędzia (...) nie dopuścił do uczestniczenia w sprawie pełnomocnika ze strony Trybunału Konstytucyjnego: spytał go, od kogo ma pełnomocnictwo, przez kogo podpisane. Na to adwokat powiedział: "Przez panią sędzię Przyłębską". Na to sąd odpowiedział, że w przekonaniu sądu sędzia Przyłębska została wybrana na prezesa Trybunału Konstytucyjnego nielegalnie, bo wbrew przepisom ustawy - relacjonował Marek Jarocki.

W związku z tym (sąd) doszedł do przekonania, że Trybunał Konstytucyjny nie jest należycie reprezentowany, bo nie ma organu uprawnionego do reprezentacji- wyjaśnił.

To zaś - jak kontynuował przedsiębiorca - spowodowało "konieczność z automatu zawieszenia postępowania, aż zostanie wybrany legalnie prezes Trybunału Konstytucyjnego".

(az)