14 osób walczy o życie, stan 40 jest poważny; nie zidentyfikowano 18 ciał - to Madryt 5 dni po zamachu. Do stacji, gdzie wybuchały bomby, pociągi dojeżdżają już normalnie, ale pasażerów jest dużo mniej...

Trzy poziomy dworcowej hali Atocha zastawione są tysiącami płonących zniczy, leżą tu kwiaty, zdjęcia ofiar, pamiątki i zabawki dzieci, które zginęły. Na ścianach i szybach mnóstwo napisów.

Większość z nich to hasła żądające pokoju, są też przekleństwa, a nawet list do terrorystów: Jeśli nie rozumiecie co zrobiliście, zapytajcie waszych matek. Są też wiersze: Śnił mi się świat wolny i bez terroru, ale to był tylko sen.

[ZOBACZ ZDJĘCIA ZE STACJI ATOCHA]

Mimo że pociągi kursują normalnie, dworzec jest właściwie pusty. W miejscu, gdzie jeszcze w środę przewijały się tysiące osób w ciągu minuty, dziś jest zaledwie kilkadziesiąt.

Co najmniej 200 zabitych, w tym 4 Polaków i ponad 1500 rannych - to wciąż wstępny bilans zamachów bombowych w stolicy Hiszpanii, Madrycie. Do eksplozji doszło w czwartek na stacjach kolejowych w godzinach porannego szczytu. czytaj więcej

Madryt się zmienił. Strażnicy w metrze; nerwowe spojrzenia pasażerów na plecaki; od wczoraj – jak donoszą specjalni wysłannicy RMF Ewa Wysocka i Paweł Świąder – hotelu, gdzie się zatrzymali, pilnują policjanci.

06:00