Polski rząd próbuje przekonać europejskie stolice do poparcia innego niż Donald Tusk kandydata na szefa Rady Europejskiej - te sensacyjne doniesienia brytyjskiego dziennika "Financial Times" potwierdziła w nieoficjalnych źródłach w polskim rządzie korespondentka RMF FM Katarzyna Szymańska-Borginon. Według tych informacji Warszawa próbuje rekomendować zamiast Donalda Tuska polityka PO Jacka Saryusza-Wolskiego

Donald Tusk /OLIVIER HOSLET /PAP/EPA

Takie przedsięwzięcie jednak nie ma żadnych szans. Po pierwsze stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej nie jest przypisane do Polski. To, że ewentualnie Tusk nie zostanie przewodniczącym wcale nie oznacza, że na jego miejsce musi być Polak. Po drugie zwyczajowo szefem Rady Europejskiej jest były premier lub prezydent, a Saryusz-Wolski jest tylko europosłem i byłym ministrem ds. europejskich. Żaden premier nie da się kierować przez ministra.

Ta dyplomatyczna euroofensywa polskiego rządu to prawdopodobnie zasłona dymu i strategia, aby przygotować się na porażkę w sprawie Tuska. Rozmówcy RMF FM w europejskiej chadecji zapewniają, że chadecja i liberałowie nadal popierają Tuska. Uważają, że rząd w Warszawie będzie chciał pokazać, że jest elastyczny, że popiera na stanowisko szefa Rady Europejskiej kogoś z Platformy Obywatelskiej, czyli chadecji.

Dzięki tej akcji polscy rządzący będą mogli także w przyszłości powiedzieć, że przecież nie zablokowali możliwości objęcia stanowiska przez Polaka, bo przecież popierali innego kandydata z Polski. 

Gdy za półtora tygodnia zagłosuje przeciw Tuskowi, a ten i tak zostanie wybrany, to rząd będzie mógł powiedzieć, że wykazał się dobrą wolą i szedł na ustępstwa. To może być także próba wywołania innych poważniejszych kandydatów, których jednak na razie nie ma. 

Wcześniej dziennik "Financial Times" podał, że premier Polski Beata Szydło sonduje inne kraje Unii Europejskiej w sprawie możliwości zastąpienia Donalda Tuska na stanowisku szefa Rady Europejskiej przez eurodeputowanego PO Jacka Saryusz-Wolskiego. 

(az)