Około 400 pielęgniarek z łódzkiego szpitala Centrum Zdrowia Matki Polki zebrało się w auli budynku B. To prawie połowa wszystkich sióstr zatrudnionych w placówce. Protestują, bo do tej pory nie udało się im porozumieć z dyrektorem w sprawie podwyżek.

Sprawdź, co usłyszała nasza reporterka - Agnieszka Wyderka - od jednej z sióstr.

Na razie atmosfera jest spokojna, choć ożywiona. Mimo iż pielęgniarki odeszły od łóżek pacjentów, nie pozostawiły ich bez pomocy. Na poszczególnych oddziałach jest minimalna, konieczna do zapewnienia opieki, obsada.

Coraz większe poruszenie i coraz więcej emocji towarzyszy strajkującym pielęgniarkom z łódzkiego szpitala Matki Polki. Od dwóch godzin zgromadzone są w auli budynku B i czekają na decyzję związkowców, która właśnie teraz powinna być ogłaszana. Miejsce wyznaczył im dyrektor, który ma takie prawo, ale położne nie są z tego zadowolone. Uważają, że to sposób na ukrycie ich protestu, bo wtedy nie rzucają się w oczy tak, jakby zgromadziły się w hallu głównym pod pomnikiem Matki Polki. Atmosferę zagęszcza też fakt, że pielęgniarki tłoczą się w ciasnym i dusznym pomieszczeniu.

Pielęgniarki z łódzkiego Centrum Zdrowia Matki Polki rozpoczęły negocjacje z dyrekcją szpitala. Informacja przyszła tuż po tym, jak przewodnicząca związku zawodowego - Alicja Miszkiewicz - ogłosiła, że strajk jest legalny, mimo że dyrekcja nie uprzedziła kierowników klinik o planowanym na dziś proteście.

Posłuchaj.

Pielęgniarki domagają się podwyżek pensji o 600 złotych. Ich aktualne zarobki to od 1850 do 2020 złotych brutto. Nie zgadzają się na zaproponowane przez dyrekcję podwyżki o średnio 200 złotych, ale są gotowe ustąpić.

W auli Centrum Zdrowia Matki Polki robi się coraz bardziej duszno. W przenośni i dosłownie. Trzecią godzinę trwają rozmowy zarządu związku zawodowego pielęgniarek i położnych z dyrekcją szpitala. Duszno jest także z powodu przepełnionej sali, w której obecnie jest około 500 kobiet. Od rana towarzyszy im nasza reporterka - Agnieszka Wyderka.