Nie spotkałem się z żadną osobą, która miałaby jakiś związek z mafią paliwową - zapewnia minister sprawiedliwości. Dziś Andrzej Kalwas będzie przekonywał do tego posłów z komisji śledczej ds. PKN Orlen.

Zdaniem Andrzeja Czyżewskiego "wyjątkowo zaskakujące jest, że ministrem sprawiedliwości jest człowiek, który w zasadzie zupełnie w innej roli procesowej powinien występować w sprawach związanych z mafią paliwową".

Minister Kalwas poczuł się tymi słowami obrażony. Twierdzi, że to bzdury. Nie spotkałem się z żadną osobą, która miałaby jakiś związek z mafią paliwową. Żadnych spraw, ani bezpośrednio nie prowadziłem, ani bezpośrednio się nimi nie zajmowałem, które wiązałyby się z mafią paliwową, czy z tymi firmami, o których tam mowa, w Szczecinie - zapewnia minister sprawiedliwości.

Za paliwowymi baronami stały osoby z wymiaru sprawiedliwości, resortów finansów, spraw wewnętrznych i wojskowych służb specjalnych – mówi w wywiadzie dla RMF Andrzej Czyżewski. czytaj więcej

Mowa jest o szczecińskiej firmie BGM. W piątek Andrzej Kalwas w rozmowie z Polską Agencją Prasową przyznał, że jego kancelaria „nie udzielała pomocy prawnej żadnym spółkom powiązanym z mafią paliwową, oprócz Agencji Celnej Trans-Sad”. Agencja ta przez niektóre media była kojarzona jednak z mafią.

Związek Trans-Sadu z mafią paliwową to przede wszystkim dwa nazwiska: Arkadiusz Grochulski i Zdzisław Marszalek. Ten pierwszy na początku lat 90. założył firmę spedycyjno-celna, która praktycznie zmonopolizowała odprawy celne produktów naftowych w całej Polsce. Potem do Grochulskiego dołączył Marszałek. Dzisiaj obaj mężczyźni są podejrzewani są o wielomilionowe oszustwa.

Jak się dowiedzieliśmy, współwłaściciele BGM byli współwłaścicielami Trans-Sadu. Kiedy powstała ta pierwsza spółka, Trans-Sad otrzymał nielegalną dotację 26 mln złotych z Petrochemii Płockiej. Wg wyjaśnień Jana Bobrka, trzeciego wspólnika w BGM, Grochulski płacił olbrzymie łapówki pracownikom paliwowego koncernu, w zamian Trans Sad dostawał zlecenia z Płocka.