Cztery największe galerie handlowe trzeba było ewakuować po fałszywym alarmie bombowym. Nieznany jeszcze mężczyzna poinformował straż pożarną o podłożonym ładunku wybuchowym, nie sprecyzował jednak gdzie miałby się on znajdować. Po przeszukaniu okazało się, ze był to głupi żart.

Żart, który kosztował policję i straż prawie 30 tysięcy złotych. Policja dysponuje nagraniem rozmowy z "dowcipnisiem" i numerem telefonu z którego dzwoniono.

O postępie w śledztwie opowiada inspektor Dariusz Nowak z małopolskiej policji.

Właściciele galerii handlowym nadal liczą straty. Odzyskać chcą je w cywilnym procesie wytoczonym sprawcy fałszywego alamu.

Staty wstępnie oszacował szef jednej z galerii handlowych Piotr Rumiński.

Pieniądze te są teoretycznie do odzyskania. Galerie handlowe mogą w sądzie domagać się ich zwrotu od autora głupiego żartu. Ale jak pokazuje praktyka – rzadko to się udaje. Jedna z galerii dwukrotnie wycofywała taki wniosek z sądu bo okazało się, że autorami żartu są dzieci z pogotowia opiekuńczego a w innym przypadku osoba chora psychicznie.