Nie będzie ewakuacji pacjentów szpitala w podkarpackim Krośnie. Nie ma też porozumienia pomiędzy dyrektorem a lekarzami. Sprawa nie została więc rozbrojona a nadal tyka jak bomba zegarowa.

Pojawiłem się w Krośnie wcześnie rano. Przed 7-mą spotkałem się z protestującym lekarzem, który powiedział mi, że porozumienia z dyrektorem nie będzie. Kilkadziesiąt minut później do szpitala przyjeżdża dyrektor. Mówi, że do 8-mej czeka na pisemne potwierdzenia lekarzy, że nadal chcą pracować. Dodaje także, że ma plan awaryjny o którym powie podczas konferencji prasowej o 9-tej. 7:40 wybija na zegarze i przed wejściem pojawiają się lekarze. Nadal nie chcą pracować z dyrektorem ale będą leczyć chorych. Potwierdzają także, że żaden z lekarzy nie złożył pisemnego potwierdzenia, że w grudniu będzie pracował. Mija godzina 8-ma – przed szpitalem zaczynają gromadzić się mieszkańcy Krosna. Planują demonstrować i blokować ewakuacje pacjentów. Przed 9-ta pojawia się dyrektor. Oświadcza, że ewakuacji nie będzie a wypowiedzenia lekarzy złożone kilka miesięcy temu są nieważne.

Dyrektor szpitala Mariusz Kocój uważa, że wypowiedzenia złożone przez lekarzy 31 sierpnia są złożone dla pozoru, albowiem ich jedynym celem nie było faktyczne rozwiązanie umowy pracy, ale żądanie odwołania dyrektora placówki.

Po południu miało odbyć się spotkanie dyrektora z lekarzami. Zostało odwołane ponieważ "za dużo w powietrzu było negatywnych emocji".

Reakcja lekarzy na informację o tym, że ich wypowiedziania z pracy są nieważne.

Dla mieszkańców Krosna wstrzymanie ewakuacji to tylko krótka przerwa w konflikcie pomiędzy dyrektorem a lekarzami.