Do 47 wzrosła liczba ofiar śmiertelnych sobotnich wybuchów metanu w kopalni Raspadskaja w obwodzie kemerowskim na Syberii. Na miejscu katastrofy jest zespół ratowniczy liczący ponad 500 osób.

Trwają poszukiwania 43 górników. Premier Rosji Władimir Putin wykluczył, że do wypadku doszło przez błąd człowieka. Nakazał też sprawdzenie w jakim stanie były urządzenia alarmowe oraz jak o bezpieczeństwo dbali właściciele kopalni. O tym, że to nie pracownicy są winni świadczy zdaniem Putina drugi wybuch, gdy pod ziemię zjechali już ratownicy.

Po eksplozjach w kopalni Putin nakazał kontrolę w zakładzie

Na miejscu nadal pracują ratownicy, którzy naprawiają uszkodzony wybuchami blok wentylacyjny kopalni i próbują dotrzeć do zasypanych ludzi.

Wybuchy nastąpiły na głębokości 490 metrów. Pierwszy - w sobotę o 20.54 czasu moskiewskiego (18.54 czasu polskiego), a drugi - w niedzielę o 1.00 (sobota, 23.00). Dyrekcja kopalni utrzymuje, że stężenie metanu w momencie pierwszej eksplozji było w normie.

Drugi, mocniejszy wybuch zniszczył główny szyb wentylacyjny. Według Szojgu, akcja ratunkowa została wznowiona, a system wentylacyjny, uszkodzony przez eksplozje, naprawiono. Minister ocenia, że ratownicy mają 36-48 godzin na dotarcie do górników znajdujących się pod ziemią.

Siła drugiej eksplozji była tak duża, że płomień buchnął przez wszystkie szyby kopalni. Dwa budynki, znajdujące się w pobliżu zburzonego szybu wentylacyjnego, zostały poważnie uszkodzone.

W korytarzu, gdzie doszło do pierwszego wybuchu, pracowało 20 górników. W całej kopalni pod ziemią przebywało w sumie 356 osób.

Kopalnia Raspadskaja w mieście Mieżdurieczeńsk to największa kopalnia węgla kamiennego w Rosji. Została otwarta w 1973 roku. Jej roczne wydobycie szacuje się na około 8 mln ton węgla.

Jej największym udziałowcem - 40 proc. akcji - jest holding metalurgiczno-górniczy Evraz Group, kontrolowany przez prokremlowskiego oligarchę Romana Abramowicza.