Joanna Schmidt szczerze przyznaje: jest kryzys w Nowoczesnej. „Jesteśmy przed intensywnymi, szczerymi, otwartymi rozmowami w klubie” – powiedziała posłanka w Porannej rozmowie w RMF FM. O swoim zawieszeniu, mówiła, że zrobiła to w „proteście przeciwko kolegom i koleżankom”. Przyznaje, że niezależnie od poglądów, projekt Ratujmy Kobiety powinien zostać skierowany do dalszych prac. „Prowadziłam ustawę, rekomendowałam jako poseł prowadzący, bo taki jest zwyczaj, by kierować do komisji. Niestety, na mównicy byłam obrócona w prawą stronę. Nie miałam pojęcia, że muszę się odwracać także w lewo” – powiedziała posłanka Nowoczesnej. Oceniła także, że debiut Kamili Gasiuk-Pihowicz jako przewodniczącej klubu jej „nie wyszedł”. „U niej jest teraz duża determinacja, bo wie, że na niej spoczywa ciężar posklejania klubu i wyjścia z tego kryzysu” – dodała. O Katarzynie Lubnauer ma z kolei bardzo dobre zdanie. „Ostatnie dni pokazują, że Katarzyna Lubnauer odważnie, otwarcie staje naprzeciw problemem. Nie chowa głowy w piasek, za to ją cenię” – mówiła posłanka Nowoczesnej. Schmidt uważa także, że gdyby nie głosowanie nad projektem ws. aborcji, to Nowoczesna utrzymałaby dwucyfrowy wynik w sondażach. Nie uważa też, że jej wyjazd z Ryszardem Petru był główny czynnikiem spadku poparcia. „Przez rok temat był wałkowany. Różne czynniki wpłynęły na te spadki, była bardzo trudna sytuacja polityczna, był proces, trudne negocjacje opozycji z PiS-em” – mówiła rozmówczyni Roberta Mazurka.

POSŁUCHAJ ROZMOWY ROBERTA MAZURKA Z JOANNĄ SCHMIDT

Robert Mazurek, RMF FM: Dzień dobry, Państwa i moim gościem jest Joanna Schmidt z Nowoczesnej.

Joanna Schmidt: Dzień dobry, witam.

I tutaj się zawahałem, bo nie wiem, czy z Nowoczesnej...

Nowoczesna. Nadal Nowoczesna.

A kiedy pani wystąpi?

W zeszłym tygodniu na konferencji powiedziałam, że zawieszam swoje prawa członkowskie w klubie Nowoczesnej. W efekcie głosowania (w Sejmie nad projektem dot. liberalizacji przepisów aborcyjnych - przyp. red.). Póki co jest to zawieszenie. Jesteśmy przed intensywnymi, szczerymi, otwartymi rozmowami w klubie.

A zna pani przykłady polityków, którzy zawieszeni wrócili do partii? Bo ja, jak patrzę na polską politykę od dobrych 20 lat, nie znam takiego casusu.

Nie znam takiego przykładu, ale wiem, jaki był cel tego zawieszenia. Spotkał się ze zrozumieniem nowej przewodniczącej klubu. Dzisiaj mamy posiedzenie klubu, na którym będziemy dyskutować, co dalej: co dalej z Nowoczesną, co dalej z naszą tożsamością.

A kto został w partii? Pani oraz Joanna Scheuring-Wielgus i Krzysztof Mieszkowski zawiesiliście się sami. Adam Cyrański - z zupełnie innych powodów - odszedł z partii. Paweł Pudłowski - mówi się, że też odejdzie albo się zawiesi, Bóg jeden raczy wiedzieć. Joanny rozbiją Nowoczesną?

W partii jest 6 tysięcy członków. To są nasze struktury w całej Polsce.

A w klubie 25 osób.

Klub jest 25-osobowy, są to posłowie wykazujący cały czas dużą determinację, aby posklejać to, co się źle zadziało w klubie.

No właśnie: dlaczego się źle zadziało? Pani chce sklejać czy pani chce odejść?

Moje zawieszenie było jakby sygnałem dla środowisk kobiecych - ale nie tylko: dla wszystkich, którzy walczą o prawa kobiet - by pokazać, że w Sejmie w obecnej kadencji są również posłowie, którzy mają poglądy liberalne...

Ale pani ten pogląd pokazała głosowaniem - to po co jeszcze zawieszenie? W proteście przeciwko kolegom, którzy zagłosowali inaczej, albo nie wzięli udziału w głosowaniu?

W proteście przeciwko kolegom i koleżankom, tak. I oni o tym wiedzą.

Czyli w proteście przeciwko Kornelii Wróblewskiej, która powiedziała, że ona nigdy nie uzna dziecka za zlepek komórek, i ona nie zagłosowała.

To nie jest kwestia poglądów. Mieliśmy do czynienia z projektem obywatelskim, to było pierwsze czytanie, to nie było trzecie czytanie, to nie były (końcowe) głosowania. Prowadziłam ustawę i rekomendowałam jako poseł prowadzący - bo taki jest zwyczaj - aby skierować ją do komisji. W swoim wystąpieniu z mównicy niestety byłam odwrócona w prawą stronę, zwracałam się do prawej strony, apelowałam, aby ustawę skierować do dalszych prac w komisji - nie miałam pojęcia, że muszę odwracać się też w lewo.

Ale pani wie przecież chyba, nad czym pani głosowała? Głosowała pani nad ustawą, w wyniku której pani córka i moja córka - pani ma 14-letnią córkę, ja 15-letnią - mogłyby bez naszej zgody dokonać aborcji.

Jest jeszcze coś takiego jak praca w komisji. Na klubie rzeczywiście tę kwestię poruszaliśmy - i komisja miała być takim miejscem, gdzie...

Pani poseł, bez względu na nasze poglądy na aborcję, to jest to taki moment, kiedy cierpnie skóra, kiedy sobie człowiek pomyśli, że dzieci mają decydować same o tego typu strasznych, dramatycznych wydarzeniach.

Ale w komisji jest miejsce na poprawki. To jest czas, kiedy zgłaszamy poprawki, takie poprawki na pewno byłyby zgłoszone. I nie tylko takie. Jest parę kwestii, które chcielibyśmy, aby uległy zmianie. Stąd przygotowany został nasz projekt liberalizujący zapisy aborcyjne. Prezentowałyśmy go w październiku na konferencji prasowej wraz z Joanną Scheuring-Wielgus i Moniką Rosą. I liczę, że właśnie teraz ten projekt spotka się z aprobatą naszego klubu.

A proszę mi powiedzieć: władze Nowoczesnej panują nad sytuacją w partii?

Ostatnie posiedzenie to był debiut dla nowej przewodniczącej (klubu) Kamili Gasiuk-Pihowicz - i proszę przyznać, że to była trudna sytuacja. Miała pecha. Po prostu miała pecha i rzeczywiście ten debiut nie wyszedł...

Co znaczy, że jej nie wyszedł debiut?

Mamy wewnętrzny kryzys. Po polsku nie wiem, jakim to słowem zastąpić, po angielsku powiedzielibyśmy, że to "challenging problems".

Ja bym to powiedział po angielsku inaczej. Ale nie wypada.

Stąd u przewodniczącej Kamili Gasiuk-Pihowicz jest duża determinacja, bo wie, że na niej teraz spoczywa ciężar posklejania klubu i wyjścia z tego kryzysu.

Gazeta.pl pisała o Kamili Gasiuk-Pihowicz jako o najbardziej kłótliwej osobie w klubie. Taką wybraliście sobie przewodniczącą. Jak ona ma posklejać klub?

Przewodnicząca została wybrana na klubie, głosowali posłowie, to były demokratyczne wybory.

A pani była przeciw.

Ja byłam przeciw.

No właśnie, z jakiegoś powodu.

Z takiego powodu, że wszystkie te rozmowy były prowadzone wcześniej przez media, czyli był to swego rodzaju deal między przewodniczącą partii Katarzyną Lubnauer i Kamilą Gasiuk-Pihowicz - i to po prostu mi się nie podobało: że zanim była debata, zanim posłowie zadecydowali, posłanki już w mediach podały informację, że Kamila będzie szefową klubu.

A pani wcześniej zrezygnowała z zasiadania we władzach partii, prawda?

Taką deklarację złożyłam, kiedy poprzedni zarząd zarekomendował moją kandydaturę na wiceprzewodniczącą ALDE (Porozumienia Liberałów i Demokratów na rzecz Europy, frakcji w Parlamencie Europejskim - przyp. red.).

No dobrze, ale nie ukrywajmy, było tak także dlatego, że nie wypadało, żeby pani zasiadała w jednym zarządzie razem ze swoim partnerem życiowym Ryszardem Petru.  Sytuacja się zmieniła, bo Ryszard Petru nie jest już przewodniczącym partii.

Panie redaktorze, partia to nie firma. Ryszard Petru nie jest moim pracodawcą, nigdy nie był, nie może mnie zwolnić, on mi nie płaci. Moim pracodawcą są Polacy, moi wyborcy z Poznania.

A nie żałuje pani teraz decyzji, że odeszła pani z zarządu partii?

Jestem wiceprzewodniczącą ALDE, to bardzo prestiżowe stanowisko. Prowadzę własną fundację - jestem prezeską fundacji "Bo tak". Jestem posłanką. Naprawdę jest co robić.

I mówi pani tak: "Katarzynę Lubnauer przerastają kryzysowe sytuacje". Przerastają ją, przerosły?

Ostatnie dni pokazują, że odważnie, otwarcie staje naprzeciw problemom.

Czyli pani się myliła.

Katarzyna Lubnauer jest obecna w mediach, nie chowa głowy w piasek i za to ją cenię.

To pani myliła się w takim razie. Powiedziała pani, że przerastają ją kryzysowe sytuacje, a tu proszę - kryzys, a świetnie sobie radzi.

Każdy potrafi odrabiać lekcje i się rozwija. Być może akurat w tej chwili jest to taka lekcja dla Katarzyny Lubnauer.

To proszę mi jeszcze powiedzieć, czy styczeń jest dla Nowoczesnej niebezpieczną porą?

Słyszałam już, ze grudzień jest niebezpieczny, ze styczeń jest niebezpieczny. Ja myślę, że to jest kwestia sceny politycznej

Ja pozwoliłem sobie tę trawestację Wyspiańskiego, przypominając sobie, że to właśnie rok temu w styczniu miała miejsce słynna eskapada portugalska, no i od tego czasu nastąpił jakiś straszliwy zjazd Nowoczesnej w sondażach.

Ale cały rok sondaże różnie się kształtowały, od maja kiedy mieliśmy konwencje programową jednak ten teren się zmienił i zakończyliśmy rok z dwucyfrowym wynikiem. Być może gdyby nie ta sytuacja sprzed tygodnia 2-3 miesiące i rzeczywiście byśmy się umocnili na tym dwucyfrowym wyniku

Ale pani poseł, przypomnijmy sobie, że pod koniec 2016 roku, czyli raptem rok i kwartał temu, mieliście 20 proc. w sondażach, wyprzedzaliście czasami Platform. Wystarczyło, że  apogeum okupacji Sejmu pani z Ryszardem Petru poleciała do Portugalii, no i stoczyliście się do poziomu kilku procent, maksymalnie 10.

Przez rok temat był wałkowany. Wiem że różne czynniki wpłynęły na te spadki, była bardzo trudna sytuacja polityczna, był proces, była potrzeba zakończenia tego procesu, bardzo trudem negocjacje opozycji z PiSem...

A pani nie ma sobie nic do zarzucenia? Nie ma pani wrażenia, że przyłożyła pani reka do upadku sondażowego Nowoczesnej?

Panie redaktorze, to jest takie trochę wywoływanie do tablicy, abym się broniła. Od początku jestem w Nowoczesnej, od kongresu założycielskiego na Torwarze, zdobyłam prawie 36 tys. głosów, zostałam wiceprzewodniczącą ALDE (Partii Porozumienia Liberałów i Demokratów na rzecz Europy), to jest drugie miejsce w głosowaniach jeśli chodzi o dziesięcioosobowy zarząd. Myślę, że dużo dla Nowoczesnej również przynoszę dobrego.

Joanna Scheuring-Wielgus powiedziała, że jest wściekła, a pani również jest zła na to, co się stało?

Jestem zdegustowana, jestem zła rzeczywiście, bo pracując nad ustawą liberalizującą zapisy nie miałam świadomości, że nasi posłowie zachowają się w taki sposób jak się zachowali, tym bardziej, że - podkreślę - nasze struktury w całej Polsce, zbierały podpisy, że posłanki i posłowie Nowoczesnej podpisali się pod tą ustawą.

Joanna Schmidt: Trudno działać w warunkach, kiedy z drugiej strony mamy momentami bandyckie metody

W internetowej części Porannej rozmowy w RMF FM Robert Mazurek pytał swojego gościa o nie najlepsze wyniki sondażowe Nowoczesnej. "Trudno działać w warunkach, kiedy z drugiej strony można powiedzieć, że mamy momentami bandyckie metody. Kto by przewidział ponad dwa lata temu czytanie w czasie jednego posiedzenia ustaw, które de facto zmieniają ustrój państwa. Kto by przewidział, że może być niepublikowany wyrok Trybunału Konstytucyjnego, czy to, że prezydent podpisze ustawę, która jest absolutnie sprzeczna z konstytucją?" - tłumaczyła Joanna Schmidt.

Pytana o Plan Petru, posłanka Nowoczesnej podkreśliła, że stowarzyszenie ma na celu "stricte merytoryczną debatę". Zaprzeczyła, jakoby inicjatywa ta miała na celu stworzenie "szalupy" dla polityków Platformy Obywatelskiej. "Od razu się buntuję, słysząc, takie określenia. Powstaliśmy w opozycji do tego, w jaki sposób PO uprawiała politykę" - dodał gość RMF FM.