Namiot za 2,8 mln zł miał chronić ważne głowy przed deszczem podczas szczytu Rady Europy. A może zamiast kupować takie cudo trzeba było poprosić Rosjan o "bratnią pomoc"? Wszak oni od lat z niezłym skutkiem rozganiają chmury.

U naszych wschodnich sąsiadów od kilkudziesięciu lat przy okazji najważniejszych świąt, takich jak np. Dzień Zwycięstwa, rozgania się chmury. Jak sprawdził nasz moskiewski korespondent, wynajęcie samolotu na dwa dni warszawskiego szczytu byłoby tańsze niż kupno namiotu - dzienne koszty sięgnęłyby miliona złotych.

Dzień naszej pracy to około 300 tys. dolarów, za około 12 godzin. 70 proc. tych kosztów to paliwo, wynajem samolotów i substancje chemiczne – mówi Wiktor Korniejew, szef agencji, zajmującej się regulowaniem pogody. Reszta to pensje kilkudziesięciu lotników, nawigatorów i profesjonalnych obserwatorów chmur, którzy kierują całą akcją.

Atrakcja turystyczna, a może inspiracja dla artystów – to pomysły na wykorzystanie namiotu, zakupionego za 2,8 mln złotych na szczyt Rady Europy w Warszawie. Po dwudniowych obradach pozostał problem, co zrobić z kosztownym nabytkiem. czytaj więcej

Wg Korniejewa, trudne do pokonania byłyby przeszkody biurokratyczne, nie mówiąc już o tym, co opozycja zrobiłaby z politykiem, który ściągnąłby nad Polskę rosyjskie wojskowe samoloty transportowe i obserwacyjne.

A poza tym, jak pokazały to niedawne uroczystości w Moskwie, żaden specjalista na świecie nie może zagwarantować, że w odpowiednim momencie będzie świecić słońce.