Policja zatrzymała w Poznaniu 16 dowodów rejestracyjnych samochodów nauki jazdy. Instruktorzy nie dali kursantom dobrego przykładu. Łyse opony i brak dokumentów to najczęstsze przewinienia „elek”.

Trzy lata temu podobna kontrola wykazała, że instruktorzy jazdy też bywają piratami drogowymi. Wtedy okazało się, że jeżdżą z odpiętymi pasami bezpieczeństwa i za nic mają zielone strzałki warunkowego skrętu w prawo. Po zakończeniu lekcji nie ściągano tablic z literą „L”. Karty przeprowadzenia zajęć? A co to jest? Łyse opony? Przecież kursant jedzie wolno! Zakończona właśnie kontrola wykazała, że na 70 sprawdzonych samochodów trzeba było zabezpieczyć 16 dowodów rejestracyjnych. W jednym przypadku niesprawna była kierownica!

To nie koniec afer związanych z nauką jazdy.

Przynajmniej 15 osób oszukał nieuczciwy właściciel szkoły jazdy z Nowego Tomyśla w Wielkopolsce. Instruktor zniknął z pieniędzmi kursantów. Szuka go Starostwo Powiatowe, ale nawet jeśli znajdzie – nie może zakazać prowadzenia działalności gospodarczej. Prawo nie przewidziało możliwości zamknięcia szkoły jazdy w przypadku malwersacji pieniędzy przez instruktora.

Wydział komunikacji może kontrolować szkołę jazdy. Problem w tym, że nie ma uprawnień, jeśli chodzi kontrolowanie finansów. Istnieje więc możliwość, że do czasu zakończenia postępowania i procesu nieuczciwy właściciel szkoły jazdy będzie uczył kursantów.

Prawo jest nieprecyzyjne – mówi naczelnik Wydziału Komunikacji w Nowym Tomyślu.

Zamknięcie szkoły uderzy w kursantów, którzy czekają na egzamin. Zrealizowane lekcje przepadają.