W Iraku mnożą się ataki na amerykańskich żołnierzy - wczoraj jeden z wojskowych USA zginął z ręki Irakijczyka, który udawał, że potrzebuje pomocy lekarskiej. Był to już 29. żołnierz sił Stanów Zjednoczonych, który zginął w Iraku od zakończenia wojny.

W USA dominuje przekonanie, że z biegiem czasu, w miarę zwiększania obecności wojskowej aliantów i wzmocnienia struktur zarządzania, sytuacja się uspokoi. Amerykańska prasa zauważa jednak, że ataki na amerykańskich żołnierzy w Iraku są coraz częstsze, coraz groźniejsze i coraz lepiej przygotowane. Niemal codziennie dobrze zorganizowane grupy ostrzeliwuja konwoje, patrole czy posterunki amerykańskie.

Grupy te nie posuwają się jeszcze tak daleko, by nazwać to początkiem wojny partyzanckiej, ataki mają jednak wyraźnie zorganizowany charakter.

Jeden amerykański żołnierz zginął, a 5 zostało rannych, gdy nieznany sprawca zaatakował z granatnika amerykańskich żołnierzy w Faludży w środkowym Iraku. W tym mieście już kilka razy dochodziło do zbrojnych incydentów. czytaj więcej

W odpowiedzi na zamachy, alianci przeszukują domy, odbierają broń, odpowiadają ogniem, starają się też zamykać lokalne targi bronią. Na razie jednak te działania przynoszą ograniczone efekty.

Jeśli ataków nie uda się powstrzymać, szanse na uspokojenie sytuacji w Iraku i rozpoczęcie jego odbudowy znacznie zmaleją.

07:35