​Sejmowa komisja finansów publicznych pozytywnie zaopiniowała wniosek prezydenta Andrzeja Dudy o powołanie prof. Adama Glapińskiego na stanowisko prezesa Narodowego Banku Polskiego.

Adam Glapiński /Jacek Turczyk /PAP

Prezydent Duda kandydaturę Glapińskiego na to stanowisko przedstawił na początku maja, a następnie wniosek w tej sprawie został przesłany do Sejmu. 

Glapiński w lutym został powołany na członka zarządu Narodowego Banku Polskiego przez prezydenta Andrzeja Dudę. Wnioskował o to obecny prezes NBP prof. Marek Belka.

Prof. Glapiński od 2009 roku był doradcą ekonomicznym prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który w lutym 2010 roku wskazał Glapińskiego jako jednego z trzech swoich przedstawicieli w RPP. Przed wejściem do Rady Glapiński przedstawiał się jako zwolennik silnej obecności państwa w gospodarce oraz przeciwnik szybkiego wchodzenia przez Polskę do strefy euro. 

"Będę pilnował, by był to bank niezależny"

Chciałbym zapewnić (...), że jeśli dane mi będzie być prezesem NBP, będę pilnował, by był to bank niezależny. Niezależność banku centralnego to jedna z najważniejszych rzeczy jakich dopracowaliśmy się w ciągu 25 lat - mówił Glapiński.

Mogę to dziś państwu obiecać (...), że niezależnie jaki rząd w Polsce będzie, nigdy sobie nie pozwolę na publiczne polemiki z ministrem finansów - mówił zwracając się do członków sejmowej komisji. Dodał, że do podobnej postawy będzie przekonywał członków RPP.

Kandydat na szefa NBP odpowiadając na pytania posłów stwierdził m.in., że obecny poziom stóp procentowych w Polsce jest właściwy. Niższe stopy procentowe zagroziłyby stabilności systemu bankowego. Doszliśmy do punktu, który jest dla nas najniższym poziomem odniesienia - mówił.

Glapiński odnosił się ponadto do prezydenckiego projektu przewalutowania kredytów walutowych. Jak mówił przewalutowanie tych kredytów bez udziału NBP byłoby problemem dla złotego. Z kolei przewalutowanie ich z udziałem NBP, to "problem dla rezerw walutowych i wiarygodności międzynarodowej". Zaznaczył, że projekt dot. przewalutowania kredytów miał być punktem wyjścia do rozwiązania problemu kredytów walutowych. Podkreślił, że dopiero, gdy powstanie ostateczna wersja tego projektu, "będzie można policzyć, ile to może kosztować".

Kandydat na szefa NBP był też pytany o interwencje na rynku walutowym. Jak mówił bank centralny będzie kontynuował politykę interwencji, by nie dochodziło do nagłych zmian kursu naszej waluty. Mamy płynny kurs walutowy i to jest najlepsze rozwiązanie, jakie mogło być przyjęte. One się sprawdziło przez te wszystkie lata - mówił Glapiński.

Dodał, że NBP "ma prawo i interweniuje na rynku walutowym". To są interwencje niezapowiedziane, nieoczekiwane (...) i to są interwencje na bardzo małą skalę - zaznaczył.

To są interwencje, aby wytłumić pewne trendy, aby nic się nie działo gwałtownie - mówił.

Podkreślił, że bank centralny "utrzyma te interwencje i będzie je kontynuował".

Glapiński poinformował też, że opowiada się za włączeniem KNF w struktury NBP, gdyż w ostatnich latach odpowiedzialność banku centralnego mocno wzrosła. "Wszystko wskazuje na to, że w 2-3 latach to nie poziom stóp procentowych będzie przyciągał uwagę, ale restrukturyzacje banków i stabilność sektora bankowego, finansowego" - ocenił.

Z mojego punktu widzenia, jeśli ta odpowiedzialność (NBP - PAP) ma być pełna, to wydaje mi się, że bank powinien więcej wiedzieć o tym co się w systemie bankowym dzieje. W tej chwili jest tak, że to wyjęcie nadzoru bankowego z banku centralnego i uczynienie z tego oddzielnej komisji nadzoru stworzyło sytuację, że informacje są gromadzone w KNF, a pieniądze są gromadzone w NBP. KNF decyduje, a my wypłacamy
- mówił.

Osobiście namawiałbym do dyskusji na temat powrotu nadzoru bankowego, nadzoru finansowego do banku centralnego - poinformował.

Zaznaczył, że proces ten musiałby odbyć się "w bardzo prosty, uproszczony sposób, aby nie przeciągnęło się to w jakichś biurokratycznych procedurach". To musi być płynne - podkreślił.

Glapiński wyjaśnił, że "KNF byłby gdzie byłby, zatrudniałby tych ludzi, co zatrudnia". Wszystko byłoby po staremu, tylko NBP od samego początku miałby pełen wgląd w to, co się tam dzieje i miałby ostateczną decyzję - powiedział.

(az)